Etykiety

sobota, 23 grudnia 2017

Boże Narodzenie i Nowy Rok

Wszystkim Internautom, którzy celowo lub przez przypadek trafili na tutejsze moje skromne 'freski' -

 

 

z okazji Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku składam najlepsze życzenia wszelkiej pomyślności a  Nowy Rok by obfitował pasmem wspaniałych sukcesów.

piątek, 15 grudnia 2017

Mesjanizm lumpów według Masłowskiej

Z dużym opóźnieniem poznałem Doroty Masłowskiej Wojnę polsko-ruską pod flagą biało-czerwoną. Zwyczajnie wstyd. Wszak to wielki debiutancki sukces Autorki: paszport "Polityki",  nominacja do nagrody Nike 2003.  Lektura niezwykła. Niezwykła w swej odmienności od tego wszystkiego co kojarzy się nam z literaturą, z powieściami, z nowelą. Wojna… jest zapisanym na 200 stronach, bez wyraźnych części, bez rozdziałów monologiem. Jest to monolog młodego osiłka (ksywa Silny), który ‘za komuny’ noce i dnie częściej spędzałby na poligonie niż w żołnierskiej kantynie. W ‘wolnej Polsce’ tymczasem, nie będąc obciążony obowiązkami studenta czy ucznia, w przerwach między kolejnym własnym detoksem, jako doświadczony narkus, by nie wyjść z ‘ciągu’, czas spędza dowartościowując stymulantami swoje dziewczyny  oraz na przygodach ze swoim ‘dżordżem’. Silny ma jędrny styl narracji. Jest on kwintesencją młodzieżowych gangów tzw. popsutej młodzieżowej polszczyzny. Masłowska do końca zachowuje wierność temu slangowi. Wulgarność tę należy więc odczytać jako wierność wobec prawdy. A w posługiwaniu się taką ‘sztuką’ – w operowaniu tą okrutną polszczyzną Masłowska jest mistrzynią. Ma wybitny słuch na wszelkie niuanse polskiego  języka. W powieści, jak poetka w wierszu, prezentuje wprost nieograniczoną ilość metafor i neologizmów. Wielokrotnie niecenzuralne słowa uzyskują w powieści funkcje przymiotnikową lub nawet czasownikową. To ryzykowny zabieg, ale w moim odczuciu łagodzi on nieco obsceniczność i ostrość tych bluzgów. Pikantne wulgaryzmy uzyskują nowy przaśny, a niekiedy w szczególnym kontekście, nawet dobroduszny sens. Kto wie czy, ku rozpaczy miłośników poprawnej polszczyzny, nie jest to kolejny krok w nieustannym pochodzie, który kroczy od staropolszczyzny i makaronizmów do współczesnej polszczyzny z jej anglikanizmami.  Że dziś oceniamy, iż neologizmy te są tworami nasyconymi prostacką wulgarnością z wyłącznie biologicznym horyzontem odniesień to już kwestia przede wszystkim smaku. Ktoś powie: tak żyją ćpuny. Nie, nie tylko! Włóż czytelniku czapkę niewidkę, zejdź ze swego piętra, pójdź ‘w naród’ do ludzkich skupisk wnet usłyszysz język z którym zapoznałeś się wcześniej niby tylko teoretycznie.
Rozpisałem się o kwestiach warsztatowych powieści, a przecież ważniejszym jest próba odczytania przesłania książki. Autorka już w tytule książki powiedziała nam co leży na dnie jej duszy . Narkotyczny bełkot Silnego i jego otoczenia oddaje w swej pokracznej formie notorycznie słyszane obiegowe okruchy  wymiany myśli współczesnych Polaków. Jej powszechnym echem jest oczywiście patriotyzm. Patriotyzm rozumiany aktywnie, patriotyzm walczący, niosący wbrew okolicznościom misję tylko prawdziwego zwycięstwa. Mamy wszak swoich wieszczów i wizjonerów. To Mickiewicz, Słowacki, Sienkiewicz, Piłsudski…A skoro patriotyzm, to i konieczny, choćby i wyimaginowany wróg. Najczęściej zasłyszanym dziś wrogiem jest „Ruski”. To on dla ferajny Silnego staje się sprawcą przekrętów z fajkami LM,  odpadającym ze ścian ruskim sidingiem. Jest w ogóle sprawcą wszelkich przekrętów z którymi, ‘jeśliś Polak – trzeba walczyć, bo albo jesteś polski, albo ruski’. Nie ma innej drogi. A naszym świętem to ‘Dzień Bez Ruska’. Dni bez Ruska to codzienność, jak i festyny, race, festiwale antyruskie, ulotki ..co układają się w obwieszczenia: „Ruski do Rosji – Polacy do Polski, oddajcie fabryki.., obalić ruski siding, Putin zabieraj swe krzywe dzieci”.  Nie dziwi przeto, że dla Silnego i reszty ćpunów ‘Dzień Bez Ruska’ pod biało-czerwoną flagą to wyczekiwane święto.  Ja, mówi Silny, mam wtedy najwięcej hajcu, robię interes na handlu flagą biało-czerwoną. W ten dzień to choćby i 10 tysięcy Rusków chciało nas zbadać na zawartość  narkotyków mam to w d… Bo to nasze święto: Dzień Bez Ruska! A przecież Rusków trzeba nienawidzić, bo to gorszy sort w dodatku uzbrojony w  bandycką siłę. Przeto, jak mówi jedna z dziewczyn: weź finkę i „idź na wojnę polsko-ruską, która jest na mieście i nią Rusków dziabnij”. Nakreślona przez Masłowską tożsamość Polaków jest więc okrutnie patriotyczna, a jej lepiszczem jest Rusek-wróg. Dla Autorki Polak – to rusofob powielający, a nawet wzmacniający zasłyszane grepsy oficjalnej propagandy. Prof. Maria Janion recenzując idee książki postawę tę nazywa mesjanizmem lumpów i podkreśla twórczą rolę Masłowskiej w rozprawie z „ mitem romantyczno-wojennym o polskiej, czyli europejskiej wyższości nad Rosją”. Jeśli więc tej niecodziennej powieści nie znasz – przeczytaj!




wtorek, 28 listopada 2017

460. rocznica śmierci Bony


Czy pamiętamy, że oto 19 listopada minęła  460. rocznica śmierci Bony – królowej Polski, a równocześnie wielkiej księżnej Litewskiej, księżnej Rusi, Prus i Mazowsza, księżnej Mediolanu i  Bari? Postać w historii Polski ważna i fascynująca, którą ze strony jej przybranej ojczyzny spotkała krzywda. Wspominając tę wyjątkową postać w  największym skrócie należałoby przypomnieć chociaż najbardziej  podstawowe  wydarzenia i okoliczności jej życia.
Włoska małżonka króla Zygmunta I
Pochodząca z możnego rodu książąt Mediolanu  Bona-Maria Sforza d’Aragona  urodziła się 2 lutego 1494 roku, jako córka  Izabeli Aragońskiej i Gian Galeazza Sforzy księcia Mediolanu, który osierocił córkę gdy miała zaledwie kilka miesięcy. To smutne wydarzenie rodzinne stało się ważne także w aspekcie bezpieczeństwa i losów całego rodu Sforzów, albowiem przełom XV i XVI wieku to dla włoskich miast-państw okres wojen wewnętrznych i wojskowych interwencji obcych dworów. Dla Sforzów to trudny czas ucieczki przed wojskami francusko-hiszpańskimi najpierw z Mediolanu, potem z Neapolu, czas tułaczki i  poszukiwania schronienia. Dopiero dzięki pomocy króla Hiszpanii Ferdynanda w roku 1505 Izabela Sforza wraca z wygnania  i obejmuje władztwo nad księstwem Bari. Bona ma wówczas zaledwie 7 lat. Matka  zatroszczyła się o wykształcenie córki, nie zaniedbując z czasem starań w poszukiwaniu najlepszego kandydata na męża dla niej, co w tamtej epoce oznaczało najlepszego przede wszystkim dla własnego rodu, który przez mariaż mógł  znów wrócić do potęgi i znaczenia. Ostatecznie wybór padł na wielkiego europejskiego władcę. Był nim owdowiały właśnie  51-letni  król polski i wielki książę litewski Zygmunt Jagiellończyk - ojciec syna Jana (późniejszego biskupa wileńskiego) i czworga córek. Bona roztaczała wokół urok i wdzięk. Przez króla, przez dwór i  przez ogół społeczeństwa przyjęta została radośnie i serdecznie. Ceremonia zaślubin Zygmunta i Bony oraz koronacja pięknej, szlachetnie urodzonej włoskiej wybranki odbyła się w Krakowie dnia 18 kwietnia 1518 roku. Bona  liczyła wtedy lat 24. Pomimo różnic kulturowych małżonków i znaczącej różnicy wieku (27 lat), małżeństwo trwało w udanym związku, a wpływy królowej na króla, a przez to na życie i dworu i państwa było coraz bardziej znaczące. Prof. Maria Bogucka autorka biografii królowej, twierdzi wprawdzie, że "trudno o większy kontrast małżonków niż w związku Bona - Zygmunt Stary. Z jednej strony starszy już mężczyzna, przywykły do kobiet uległych, konserwatywny, ociężały, lubiący spokój i wygody. Z drugiej - młoda kobieta o wybujałych ambicjach, zdecydowana na osiągnięcie politycznych sukcesów w swej przybranej ojczyźnie, na przekór panującej tu obyczajowości i przyzwyczajeniom". Rzeczywiście Bona od początku starała się zdobyć silną pozycję polityczną, dokonać znaczących reform. Odebrała wszak bardzo staranne wykształcenie. Posiadała wiedzę z zakresu historii, prawa, administracji a nawet teologii. Jednak nie było to łatwe. W Polsce bowiem mieszanie się do polityki nawet kobiet tak wybitnych jak Bona Sforza było widziane źle.
Obowiązki dynastyczne królowej
Większość historyków uważa, że Bona była żoną wierną, troskliwą i oddaną mężowi. Także wobec dzieci Zygmunta I wykazała się wyjątkową serdecznością i opiekuńczością. W latach 1519-1527 przyszło na świat jej sześcioro dzieci, a w tym jako drugie dziecko syn Zygmunt-August urodzony 1 sierpnia 1520 roku. Ojciec dziecka miał wówczas lat 53, a matka lat 26.  7 lat później królowa będąc w zaawansowanej ciąży podczas polowania poroniła swego drugiego syna Olbrachta. Ukojenie zrozpaczonej królowej nie było łatwe. Jedynie świadomość ciążącego na niej  obowiązku zapewnienia ciągłości dynastii czyniła z niej dalej kobietę silną. Bona, w obliczu wyraźnie pogarszającego się od 1528 roku stanu zdrowia króla-małżonka i przekonania o grożącej mu śmierci, uważała, że o obowiązkach dynastycznych przyszło jej myśleć za dwojga. Jedyny więc żyjący syn Zygmunt-August stał się teraz jej „oczkiem w głowie”, faworytem wśród rodzeństwa. We wczesnym dzieciństwie rozpieszczany przez wychowujące go niańki, a nieco później też odsuwany  od spraw państwowych. Matka wprawdzie marzyła by w przyszłości syn mógł być wielkim monarchą, skupiającym  pod swym berłem ludy całej Europy Środkowo-Wschodniej, potrafiącym przeciwstawić się potędze Habsburgów, jednak wydaje się, że w procesie wychowawczym zapomniano należycie przygotować go do tych funkcji. Próżne ambicje rzutowały na stosunek do syna. Czas dorastania przyszłego wielkiego monarchy to jedynie czas beztroskich zabaw, czas funkcjonowania pod kloszem nadopiekuńczej matki. Ten zróżnicowany stosunek do własnych dzieci z czasem stał się źródłem jej późniejszych cierpień, rozpaczy i pochopnych decyzji. Historycy twierdzą, że pierwsza poważna scysja ze swym jedynakiem, jeszcze wówczas młodzieńcem wybuchła wtedy, gdy Bona pragnąc przeciąć przedłużające się amory syna z jedną z  dworek – zdecydowała się kobietę tę  odesłać do Włoch. Odpowiedzią był wybuch agresji syna do matki. Jej nasycenie i długotrwałość być może doprowadziło do zmiany postawy matki wobec syna. Wrodzony temperament i arbitralność Bony w połączeniu z jej odpowiedzialnością jako królowej, wiedzą i dojrzałością społeczno-polityczną, a z drugiej strony także narastającym wiekiem syna spowodował, że z matki nadmiernie opiekuńczej stawała się coraz bardziej matką nieustępliwą i apodyktyczną. A taka postawa zawsze mogła być zarzewiem nowego konfliktu z dawniej rozpieszczanym synem przyzwyczajonym do myśli, że jemu wolno więcej niż pozostałym.
Vivente rege 
Bieg wydarzeń historycznych nakazuje przypomnieć, że król Zygmunt w zaledwie 10 lat po zaślubieniu Bony legł w łożu boleści złożony gorączką i niemocą. Dziś historycy sądzą, że cierpiał  na szereg dolegliwości, takich jak bakteryjne zapalenie szpiku kostnego, ciężką dolegliwość i niesprawność  przedramienia, ścinającą z nóg podagrę, zwyrodnienie stawu skokowego, kamicę nerkową, reumatyzm, rwę kulszową, bolesność guza na stopie, a w późnej starości także zaawansowaną postać miażdżycy.  Redaktor „Ciekawostek historycznych”, historyk i ceniony pisarz Kamil Janicki przytacza fragment listu skierowanego do senatorów przez zaniepokojoną  królową Bonę spowodowany nagłą i całkowitą niemocą swego małżonka. Królowa pisze: ‘Jego Królewska Mość pan i małżonek nasz najukochańszy 30 dnia zeszłego miesiąca na ostrą zapadł gorączkę, która w ubiegłych dniach trapiła go i jeszcze trapi’. Zły stan zdrowia i paraliżująca wręcz niemoc króla zdawała się sugerować bliski kres życia władcy.  Przekonanie o rychłej śmierci było powszechne. Tymczasem król, choć w niedołężności i słabym zdrowiu przeżył jeszcze lat 20 (zmarł dnia 1 kwietnia 1548 roku przeżywszy lat 81). Królowa Bona, zwłaszcza w początkach choroby męża, żyjąca w atmosferze strachu o jego życie, w obliczu zakusów na objęcie polskiego tronu przez Habsburgów, za punkt honoru uznała podjęcie starań o zapewnienie ukochanemu synowi sukcesji do tronu. Nie było to zadanie proste albowiem przyszły sukcesor miał zaledwie lat 9, a król, choć daleki od swej dawnej żywotności i siły – żył. Jednak inteligencja i przebojowość matki doprowadziła do przełamania rodzimych praw i obyczajów. Nie gardząc intrygami i przekupstwem, w końcu uzyskując także poparcie chorego króla doprowadziła do wyrażenia przez szlachtę zgody na procedurę vivente rege (wybór nowego króla jeszcze za życia króla dotychczasowego). Radosna i uroczysta koronacja 10-letniego Zygmunta-Augusta nastąpiła na Wawelu w dniu w dniu 20 lutego 1530 roku, przy czym od roku już nowy król mógł cieszyć się także wcześniej uzyskanym tytułem wielkiego księcia litewskiego. Odtąd 10 letni Zygmunt-August miał formalne prawo współrządzić z królem Zygmuntem I, zwanym Starym. Historycy w tym kontekście przypominają o szczególe zabawnym, a traktowanym wówczas z niepokojem jako ‘zły znak’. Oto koronacyjny, radosny nastrój Krakowa zmącił głos sowy latającej na rynku nad głowami wiwatujących tłumów, budząc jednak niepokój i lęk. Tak, czy inaczej koronacja 10-letniego syna powinna matkę walczącą dla niego o ten najwyższy urząd w pełni zadowolić. Mogłoby się  wydawać, że teraz królowa Bona odzyska radość i spokój dla realizacji swych rozlicznych obowiązków. Tak się nie stało. Olbrzymi osobisty sukces Bony zapewnienia korony ukochanemu synowi jeszcze za życia króla Zygmunta, a także późniejsza walka Bony o własną pozycję, szczególnie w sytuacji upadku sił Zygmunta Starego, kosztował królową utratą sympatii jaką cieszyła się dotychczas. Konsekwencje vivente rege okazały się i dla dworu i dla Bony groźne. Zaczęto publicznie wytykać Bonie jej bezwzględność w dążeniu do celu, spryt, intryganctwo i chciwość, zarzucać ignorowanie przez nią przywilejów szlacheckich i dążenie do własnej politycznej niezależności. Nie zapomniano o  niebywale wzrastającej jej zamożności, która dla ówczesnych elit była nie do zaakceptowania. Szlachta, a zwłaszcza magnateria wyraźnie wyzwolona już z sympatii do młodej i zbyt samodzielnej królowej coraz donioślej manifestowała swoje niezadowolenie z zarządzania królestwem z wydatnym udziałem kobiety, królowej Bony. Wymuszona procedura vivente rege być może przelała czarę goryczy. Skomasowane pretensje doprowadziły w 1537 roku do wybuchu buntu, zwanego wojną kokoszą. Coraz bardziej z umiłowanej królowej stawała się obcą heterą i złośnicą. Polską opinię raziło też bogactwo przedsiębiorczej Bony. Tymczasem królowa pouczała Polaków: „U was dukaty leżą na gościńcach, schylić się jeno, aby je zebrać. Nikt nie chce? Tym lepiej dla mnie”.
Miłość po litewsku
Wracając do wydarzeń toczących się na dworze królewskim podkreślić należy, że uważnie obserwowany teraz przez matkę  dorosły ale młody Zygmunt August, czuł coraz większą potrzebę wyrwania się spod jej skrzydeł. W 1543 roku udaje się na Litwę. Przypomnijmy, że Zygmunt-August  dzięki zresztą  wpływowi Bony, został przez Litwinów wybrany wielkim księciem w wieku 9 lat. Radziwiłłowie z wyborem tym wiązali własne plany polityczne, zwłaszcza w obliczu twardego stanowiska  Bony wobec ich dążeń do budowy własnej potęgi gospodarczej i politycznej. Samodzielny, bez nadzoru pobyt na Litwie to była jednak wielka okazja dla litewskich magnatów w walce z królową. Radziwiłłowie oskarżali królową m.in. o zabór wielkich obszarów leśnych i ziemi ornej. Pozyskać więc młodego króla dla własnych interesów, oczernić przy tym jego matkę to było zadanie, nad którym panowie litewscy uwijali się pracowicie. Systematycznie podburzany przez litewskich magnatów, przestawał z czasem wierzyć własnej matce. Za to Litwinom udało się stopniowo pozyskać przychylność, a z czasem zawładnąć duszą Zygmunta-Augusta. Wpływ na to miała z jednej strony rodząca się niechęć, a później nienawiść do własnej matki, ale równocześnie, bez wątpienia, także postać pięknej Barbary Radziwiłłówny, córki Jerzego Radziwiłła, kasztelana wileńskiego, wdowy po wojewodzie nowogródzkim Stanisławie Gasztołdzie. Barbarę oskarżano wprawdzie o niemoralne prowadzenie, ale jakie to miało znaczenie skoro królowi swobodne zachowanie doświadczonej w sztuce ars amandi pięknej wdówki odpowiadało idealnie.  I mimo, iż Zygmunt-August od 23. roku życia pozostawał w związku małżeńskim, z Elżbietą Austriaczką z Habsburgów, znajomością z Radziwiłłówną nie gardził. Po prostu lubił piękne kobiety. Co raz częstszym kontaktom, a w końcu romansom Zygmunta-Augusta z Barbarą Radziwiłłówną sprzyjali jej najbliżsi, zwłaszcza bracia Mikołajowie Radziwiłłowie ‘Rudy’ i ‘Czarny’. Obaj pragnęli czerpać z tego romansu korzyści przede wszystkim prestiżowe. Specjalizujący się w epoce Jagiellonów prof. Zbigniew Kuchowicz w latach 90. ubiegłego wieku pisał, że dążąc do własnych korzyści związek Barbary i Zygmunta-Augusta „traktowali instrumentalnie, istnieją przesłanki, że Czarnego można uznać wręcz za stręczyciela wiodącego króla do kuzynki”. Nic przeto dziwnego, że w  zaawansowanym stadium  romansu postanowili podjąć próbę doprowadzenia do małżeństwa siostry z młodym zakochanym w niej królem. Znający osobowość Zygmunta-Augusta bracia Radziwiłłowie w 1547 roku  oświadczyli, że traktowanie siostry jako królewskiej nałożnicy przynosi im dyshonor i żądają zaprzestania kontaktów. Dobrze przewidywali, że może to być ponad siły słabego psychicznie młodzieńca. Równocześnie Barbara, najpewniej przez braci, powiadomiła kochanka, że jest w ciąży. Zygmunt-August, nie zważając na porę nocną udał się natychmiast do Barbary i przyłapany in flagranti  zmuszony został  do małżeństwa.  Ponieważ było to dwa lata po śmierci Elżbiety Habsburżanki z którą Zygmunt-August, pozostawał (zresztą wbrew matce) w zaledwie  dwuletnim  nieudanym małżeństwie, przeto droga Zygmunta-Augusta jako wdowca do nowego związku była, przynajmniej pod tym względem otwarta. Nakłoniony przez Rudego i Czarnego, ale może przede wszystkim przez ambrozyjskie strzały Amora, nie bacząc na wszelkie obowiązujące go nakazy, wszelkie ważne racje dynastyczne, jakby wbrew całemu światu, poślubił ukochaną Barbarę Radziwiłłówną potajemnie w 1547 roku. Rok później tj. 1 kwietnia 1548 w wieku 81 lat umiera Zygmunt Stary, Bona liczyła wówczas 54 lata. Pełnię władzy obejmuje Zygmunt-August, co diametralnie zmienia pozycję Bony na królewskim dworze z zarządzającej królestwem, na osobę jeśli nie wrogą to przynajmniej niepożądaną.
Surowe oceny uczuć
Małżeństwo przedwcześnie owdowiałego Zygmunta-Augusta, zamiast z księżniczką jakiegoś europejskiego dworu,  zawarte całkiem na serio (choć wyperswadowane) z Barbarą Radziwiłłówną wywołało skandal. Nastąpiło wbrew woli ojca i matki. Dotychczas polskim „uświęconym” ówczesnym obyczajem był wybór panny-księżniczki dla młodego króla przez rodziców i senat. Magnateria uznała, iż nastąpił oczywisty mezalians, godzący w powagę dynastii i państwa. Małżeństwo królewskie było wszak aktem całego państwa-królestwa, a nie zwykłym małżeństwem dwojga poddanych. Potajemnie więc zawarte małżeństwo  monarchy z poddaną szlachcianką,  cieszącą się w dodatku opinią wyraźnie  negatywną było skandalem wyjątkowym. Podkreślano, iż syn królewski namiętność do „litewskiej nierządnicy” postawił ponad interes dynastii i całego królestwa. Prof. Maria Bogucka, autorka biografii Bony podkreślała, że błędy popełnione przez Zygmunta-Augusta zaważyły na sytuacji polskiej, a przede wszystkim na dalszym kierunku rozwojowym „Był to człowiek bardzo egocentryczny, skoncentrowany przez pierwszą połowę swojego życia na życiu osobistym, co u władcy jest niedopuszczalne”. Podczas obrad sejmu piotrkowskiego posłowie sprzeciwiali się małżeństwu, żądając jego unieważnienia. Konflikt króla ze szlachtą przybierał dramatyczną postać. Ostatecznie jednak król zmusił wszystkich posłów do ustąpienia i milczącej zgody na koronację Barbary. Szczególnie głęboko wydarzenie to przeżyła matka króla. Rozpacz i gniewne reakcje trwały długo. Odpowiedzią był wrogi i agresywny stosunek syna do matki, który w końcu przerodził się w żywą nienawiść. Kamil Janicki podaje, że królową Bonę wiadomość przybiła tak bardzo, iż w smutku i rozpaczy twierdziła „że wolałaby nawet umrzeć, niż dopuścić do wyniesienia Barbary na tron razem z synem”. Wobec jednak dokonanej koronacji  Barbary – królowa Bona postanowiła wyjechać z Krakowa i osiedlić się wraz z córkami na Mazowszu. Kontakty z królem zostały zerwane. Koronacja Barbary odbyła się 7 grudnia 1550 roku. W pięć miesięcy później 8 maja 1551 roku królowa Barbara zmarła. Ciało królowej Zygmunt-August w żałobnym pochodzie wiózł szereg tygodni z Krakowa przez całą Polskę do Wilna, gdzie w tamtejszej katedrze została pochowana. Zygmunt II ożenił się jeszcze trzeci raz w 1553 roku, tym razem z księżniczką austriacką, młodszą siostrą swej pierwszej żony – Katarzyną Habsburżanką. Miał bowiem jeszcze nadzieję na własnego potomka. Ale i te nadzieje króla okazały się płonne. I to małżeństwo pozostało bezdzietne.
Miałkość czarnej legendy
Po śmierci Zygmunta Starego stosunek Zygmunta-Augusta do matki oznaczał, iż Bona znalazła się w potrzasku i pułapce. Z jednej strony atakowana przez dwór i społeczność szlachecko-magnacką, z drugiej przez syna. Cios zadany przez umiłowanego dawniej syna był szczególnie bolesny. Wrogość otoczenia oznaczała brak jakiegokolwiek oparcia. Kiedyś podziwiana, teraz upokarzana, wyszydzana i zwalczana. Wyzwiska jak  „włoska gadzina„ lub ”barska baba” nie należały do rzadkości. Była kobietą i w dodatku cudzoziemką ale w sprawach publicznych była bardziej dojrzała od otaczających ją mężczyzn. Nie znosiła sprzeciwu. Była nadzwyczaj inteligentna, ale też bezkompromisowa, wybuchowa, gniewna i emocjonalna – wszystkie te cechy nie przysparzały jej sympatii otoczenia. Jej lęk wynikający z pustego skarbu, stałego zadłużenia króla spowodował podejmowanie prób reformy skarbu koronnego, która  generalnie nie znalazła jednak aprobaty elit. Mimo protestów, na ile tylko sytuacja pozwalała wykupywała  z rąk magnatów-wierzycieli zastawione królewszczyzny, które stawały się inwestycjami dochodowymi. W ten sposób dbając o interes królestwa wzbogacała się też osobiście. Stała się właścicielką 16 miast i 190 wiosek. Jej polityka szczególnie dotycząca dóbr królewskich, sprzeczna z interesami magnaterii wywoływała olbrzymie niezadowolenie elit. Program zaś gospodarki rolnej oparła na nowoczesnym wówczas sposobie gospodarowania tj. na zasadach tzw. trójpolówki. Mieszczanie uzyskali wtedy przywileje jarmarczne i ulgi podatkowe. Królowa, zwłaszcza w pierwszej połowie swego panowania, dążąc do umocnienia władzy królewskiej i wzrostu znaczenia Królestwa Polskiego w Europie starała się realizować swój strategiczny plan dla Polski. Dostrzegając wady naszego systemu władzy gdzie król był zakładnikiem parlamentu, stale ograniczany przeróżnymi prawami, systemu władzy generującego ociężałość decyzyjną i małą polityczną mobilność, co  –  jak podkreślała –  jest w zmieniającym się, prężnym i agresywnym świecie potrzebą każdego nowoczesnego, europejskiego państwa; przeto kierując się tymi przesłankami pragnęła  umocnienia dynastii jagiellońskiej i nadania jej właściwego znaczenia.  Fundamentem niezbędnym do osiągnięcia tego celu było wprowadzenia zasady sukcesji dynastycznej, dziedziczności tronu królewskiego, zerwanie więc z zasadą pełnej elekcyjności. Niestety ten strategiczny plan królowej Bony nie zyskał powodzenia. W polityce zagranicznej natomiast prezentowała postawę antyhabsburską. Czuła bowiem zagrożenie dla Polski płynące ze strony Habsburgów i Hohenzollernów. W roku 1525 doszło do złożenia hołdu Zygmuntowi Staremu przez elektora pruskiego księcia Albrechta Hohenzollerna. Akt ten był wynikiem starań i zabiegów politycznych polskiej królowej.
Ucieczka Bony
Królowa Bona, skłócona z nowym dworem królewskim oraz z synem, zmuszona została do podjęcia decyzji bolesnej i trudnej. Nie znajdując na miejscu oparcia  zdecydowała się  na opuszczenie kraju,  na wyjazd do swego rodzinnego księstwa, do Bari. Przed wyjazdem została zmuszona do zwrotu wszystkich majątków i nieruchomości których była w posiadaniu. Otoczona wrogością szlachty, znienawidzona przez syna, stara królowa zabrała część zgromadzonych w Polsce bogactw i umieściwszy je w 24 załadowanych kosztownościami wozach powróciła do Włoch. Wyjeżdżała z poczuciem wielkiej krzywdy jakiej doznała od polskich elit, ale także od własnego syna dla którego, o czym była przekonana, poświęciła wszystkie swe siły, cały swój autorytet, prestiż, szacunek i uznanie jakim się cieszyła w początkach swego pożycia w Polsce. A wyjazd z poczuciem doznanej krzywdy z kraju w którym utraciło się elementarne poczucie oparcia – jest ucieczką! Kraj opuszcza 1 lutego 1556 roku. Królewska „uchodźczyni” liczyła wówczas 62 lata. Niestety już 19 listopada 1557 roku zmarła otruta z inicjatywy Habsburgów przez „zaufanego” Pappacodę.  Syn, król Zygmunt-August pozostawał wtedy od 4. Lat w trzecim związku małżeńskim, a sam liczył wówczas lat 37. Po śmierci nie zorganizowano królowej godnego pochówku – trumnę z jej zwłokami ustawiono w zakrystii  kościoła. Dopiero Anna Jagiellonka, po tym jak została koronowana, kazała w 1593 roku wznieść matce nagrobek. Królowa Bona leży zapomniana za ołtarzem głównym świątyni św. Mikołaja w Bari. Później wykonane malowidła nawiązujące do polskiej drogi królowej zostały usunięte.
Pozostawić królową w miejscu zapomnienia?!
Nieprzychylna ocena jaką współcześni Bonie wyrażali o swej królowej była w znacznej części spowodowana niezrozumieniem intencji jej dążeń i poczuciem zagrożenia własnych interesów. Nie była to sprawiedliwa ocena działalności królowej. Zważywszy na jej mądrość polityczną, na strategiczne myślenie o racji stanu, na próbę choćby częściowego recypowania zachodnich rozwiązań politycznych, dążenie do budowy mocnej pozycji Polski w ówczesnej Europie, starania o odzyskania dla Polski Śląska i Prus, dążenie do wzmocnienia władzy królewskiej, dążenie do ograniczenia przywilejów szlachty a zwłaszcza magnaterii, udane wysiłki o powiększanie majątku dynastii Jagiellonów, zagospodarowanie dóbr królewskich, zagospodarowanie wielkich połaci nieużytków, modernizacja gospodarki, rozbudowa miast i twierdz, budowa mostów, tartaków i młynów, otwartość na krzywdy i niedostatek zwykłych potrzebujących, osiągnięcia jej mecenatu w dziedzinie nauki i kultury epoki Renesansu, nie mówiąc już o sztuce kulinarnej – pogląd o jej wysokich walorach jako męża stanu nie wydają się przesadzone. Dzięki niej Mazowsze i Litwa rozwinęły się gospodarczo. Stworzyła tam skuteczną administrację umiejętnie dysponując stanowiskami dla zubożałej szlachty i tworząc dzięki temu grupę wiernych Koronie. Zaryzykowałbym uwagę, że na polskim gruncie Bona wyprzedzała epokę, a ówczesną polską rację stanu rozumiała lepiej niż król i ówczesne elity. W świetle  tak bogatej osobowości królowej Bony można z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że wyjątkowo zła opinia o niej była i jest w znacznej mierze wynikiem nieprzychylnego dzieła kronikarzy ulegających nieświadomie wpływowi propagandy dworu habsburskiego próbującego oczernić ją nawet po śmierci. A zarówno Habsburgom jak i Hohenzollernom zawsze była gorącą przeciwniczką, uważając że są oni Polsce wyraźnie nieprzychylni, co dwa wieki później historia dramatycznie potwierdziła. Sądzę, że jeżeli w rozgoryczeniu swym nie zostawiła polecenia aby po śmierci ciało jej pozostało w Bari nadeszła pora,  by w wolnej Polsce rozważyć możliwość sprowadzenia do kraju prochów tej wybitnej postaci –  królowej Bony. Polsce bowiem oddała najlepszy i najbardziej dynamiczny w trudzie biegnący 38. letni okres swego życia. Miejsce królowej Bony winno być przy mężu z którym w sakramentalnym związku przeżyła lat 30.

sobota, 11 listopada 2017

Szary Człowiek

Kataryna pisząca felietony m.in. dla Wirtualnej Polski, ostatni zatytułowała ‘Zwykły Szary Człowiek i zwykła brudna polityka’. Wirtualna na swej „jedynce” felieton ten wraz ze zdjęciem prof.Pawłowicz zatytułowała wyrwanym z publikacji Kataryny zdaniem: ‘Oszalała z nienawiści Pawłowicz skompromitowała PiS’. Warto przeczytać! Felietony Kataryny bowiem zawsze inspirują, zawsze pobudzają do myślenia. Ale w wypadku aprobaty Kataryny dla "minuty ciszy" z powodu samobójczej śmierci pana Piotra Szczęsnego - nie ma zgody. Sama Kataryna przypomina w tymże felietonie, że minuty ciszy nie było w Sejmie np. ani dla Holoubka ani dla Wandy Błeńskiej, a "każda z tych osób swoim życiem zasłużyła na minutę ciszy bardziej niż Piotr Szczęsny swoją śmiercią. Bo przecież tylko za nią, a nie za dobre życie jest fetowany". Uważam, że tylko wtedy gdy z aprobatą przyjmiemy achrześcijańską wersję bp.Pieronka uznając czyn pana Szczęsnego za bohaterski - mamy w pełni prawo zaakceptować hołd Sejmu dla Jego decyzji o samobójczej śmierci, o samospaleniu. Jednak  wg moich nieprofesjonalnie prowadzonych dociekań czyn pana Szczęsnego nie wynikał z motywów ściśle politycznych. Te wyrażać by przecież mógł w każdy sposób od pisywania swego politycznego credo, nawet do aktów agresji wobec istniejącej władzy z ryzykiem pozbawienia wolności i ‘chwalebny’ tytuł więźnia politycznego.  Moim zdaniem czyn pana Szczęsnego  wynikał z Jego długoletniej choroby, która wymagała pilnej interwencji medycznej. On jej niestety na czas nie otrzymał. I to obciąża nas, polskie społeczeństwo. A to, że czyn jaki popełnił, dla swej chwały otoczył politycznym kokonem i okrył nim swe chorobliwe decyzje nie może obligować Sejmu do oddawania Jemu hołdu. Przez zaskoczenie posłowie ulegli chwilowej presji, ale politycznie postąpili nierozważnie. Zarzut uczyniony przez Katarynę posłance Krystynie Pawłowicz, iż nie akceptując wezwania do złożenia przez Sejm hołdu śp. Piotrowi Szczęsnemu miał być wynikiem jej „oszalałej nienawiści” jest co najmniej nie na miejscu.

sobota, 28 października 2017

Rozmowy w ciszy

Już za kilka dni Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Najwyższa pora na uprzątnięcie naszych cmentarzy, naszych grobów. Czas na usunięcie z grobowców i prostych mogił opadłych pożółkłych liści, zgrabienie płyty zarosłej zielskiem – uporządkowanie, a nawet ozdobienie grobu. Przykrycie mogiły białym obrusem chryzantem. Czas zapalić świece pamięci dla twojej matki, twego dziadka, dla twoich wszystkich przodków, a przecież zapomnieć o grobie o którym zapomnieli wszyscy nie wolno nigdy.
I tylko gdy w czas tej krzykliwej pielgrzymki nastawisz CISZĘ na odbiór możesz z głębi usłyszeć szept twojej matki:
 W nasz Dzień Zaduszny spamiętaj synu od razu
To sprawiedliwe zrządzenie Boże
Że kto nie był człowiekiem ni razu
Temu nawet człowiek nic nie pomoże.
Lecz kto prośby nie posłucha 
W imię Ojca, Syna, Ducha
Widzisz Pański krzyż
A kysz, a kysz!



Zbigniew Herbert „Brewiarz IV”
 Panie wiem że dni moje są policzone
zostało ich niewiele
Tyle żebym jeszcze zdążył zebrać piasek
którym przykryją mi twarz
 nie zdążę już
zadośćuczynić skrzywdzonym
ani przeprosić tych wszystkich
którym wyrządziłem zło
dlatego smutna jest moja dusza
 życie moje powinno zatoczyć koło
zamknąć się jak dobrze skomponowana sonata
a teraz widzę dokładnie
na moment przed codą
porwane akordy
źle zestawione kolory i słowa
jazgot dysonans języki chaosu
 dlaczego życie moje
nie było jak kręgi na wodzie
obudzonym w nieskończonych głębiach
początkiem który rośnie
układa się w słoje stopnie fałdy
by skonać spokojnie
u twoich nieodgadnionych kolan

czwartek, 28 września 2017

Pryncypialny realizm prezydenta Trumpa


Dnia 19 września Donald Trump po raz pierwszy wystąpił na forum ONZ podczas 72. Sesji Zgromadzenia Ogólnego. Już choćby z tego powodu było to wystąpienie  ważne i oczekiwane. Prezydent zaprezentował  światu poglądy i zamierzenia dotyczące najbliższych posunięć swej administracji w obszarze polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Równocześnie przybliżył  nieco wgląd w aktualną sytuację, jaka po wyborach prezydenckich zaistniała na szczytach władzy.
Zakończona w ubiegłym roku kampania wyborcza, szczególnie pojedynek Clinton-Trump zdawała się sugerować mniejszą skłonność Trumpa do arbitralnych, nie liczących się ze światem amerykańskich rozwiązań siłowych, do ewentualnej  gotowości poszukiwania pokojowego rozwiązywania problemów, do mediacji. Trump jeszcze niedawno kwestionował sens istnienia Sojuszu Północnoatlantyckiego w dotychczasowej formie i bezdyskusyjnego zaangażowania USA w europejskie bezpieczeństwo. W tym kontekście deklarowana przez Trumpa pewna doza sympatii do Putina pozwalała żywić nadzieję, że nie bacząc na sygnalizowany od początku opór kół zainteresowanych eskalacją napięć z Rosją – ponowny reset w stosunkach z Moskwą jest możliwy, tym bardziej że w Stanach nie brak było postaci wybitnych, którzy z uznaniem witali każdą próbę poprawy relacji z Rosją. Przykładowo, na co zwrócił uwagę tygodnik „Przegląd”, em. profesor Princeton i New York Stephen Cohen w wywiadzie internetowego magazynu „Slate”, z pełnym uznaniem przypomniał słowa Donalda Trumpa: „Czy nie byłoby wspaniale, gdybyśmy współpracowali z Rosją?”. I profesor odpowiedział bez wahania: „nie tylko byłoby wspaniale, ale jest to imperatyw. Obecnie świat wszedł w nową fazę zimnej wojny. Ta zimna wojna jest jeszcze niebezpieczniejsza niż poprzednia”.
Przemówienie prezydenta Trumpa wygłoszone w ONZ ujawniło jednak kim dzisiaj jest Donald Trump. Atakowany z powodu swego zdroworozsądkowo-biznesowego stanowiska w sprawie Rosji przez waszyngtońskie koła zainteresowane wyścigiem zbrojeń i jednobiegunowym zarządzaniem światowym porządkiem oraz dodatkowo obciążany zarzutem interwencji rosyjskich hakerów w wyborach, a także odbierając  wypowiadane w związku z tym groźby impeachmentu – wszystkie te ataki i oskarżenia spowodowały, że Trump  zmuszony został do radykalnej zmiany swego politycznego imagine. Niedawne jeszcze nadzieje części opinii publicznej, by w wyścigu do Białego Domu wygrał ktokolwiek byle nie Hilary Clinton, ukazały światu całą ułudę tego myślenia. Trump obecnie jest tylko figurantem ubezwłasnowolnionym przez amerykański kompleks przemysłowo-militarny pchający świat do wojny na obcych ziemiach. A że w świecie polityki jest człowiekiem  przypadkowym, biznesmenem, a nie mężem stanu, człowiekiem bez politycznych „właściwości" - sytuacja dla świata jest groźna. Niektóre fragmenty emocjonalnego przemówienie prezydenta Trumpa, miejscami mogły przypominać wściekłe mowy najbardziej „zasłużonych” demagogów, jacy przydarzyli się Europie. America first to u Trumpa doktryna oparta na skrajnym egoizmie narodowym, to nie liczenie się z całym światem,  buta, stawianie problemów politycznych na ostrzu noża, patrzenie na świat przez pryzmat jednej własnej prawdy. Postulowany coraz szerzej bezpieczniejszy, policentryczny porządek świata dla Trumpa nie wart dziś nawet uwagi.
W 2002 roku dla George'a Busha ‘osią zła’ były Iran, Irak i Korea Północna, teraz dla Trumpa taką ‘oś zła’ stanowią Korea Płn., Iran i Wenezuela. W przemówieniu skrytykował ważne dla światowego pokoju porozumienie nuklearne z Iranem. Władze Iranu to dla Trumpa „morderczy reżim”. Porozumienie w sprawie irańskiego programu nuklearnego uznał za porozumienie „żenujące dla Stanów Zjednoczonych” i zapowiedział, że już "wkrótce o tym usłyszycie". Ostro zaatakował władze Wenezueli, zarzucając jej dyktaturę i kierowanie się „fatalną socjalistyczną ideologią”, której hołduje Nicolas Maduro, a która doprowadziła kraj do upadku, a społeczeństwo do niewyobrażalnych cierpień. Podkreślił, że w stosunku do Caracas, Waszyngton z całą mocą kontynuować będzie politykę sankcji, bowiem celem Waszyngtonu jest  pomoc Wenezueli „w odzyskaniu wolności”. Zaapelował też o pilne zwiększenie presji na Koreę Północną. Odrzucił apele m.in. Sekretarza Generalnego ONZ Antonio Guterres’a  o podjęcie próby pokojowego rozwiązania konfliktu na półwyspie koreańskim.  Oświadczył, że w przypadku zagrożenia dla Stanów nie zawaha się doprowadzić do całkowitego „zniszczenie wrogiej KRLD”. Groźbom tym towarzyszą hasła o przodującej amerykańskiej demokracji, amerykańskiej wolności, amerykańskim porządku. Biały Dom nazywa tę politykę "pryncypialnym realizmem". Ale „pryncypialny realizm” ogłoszony przez prezydenta Trumpa w ONZ dotyczy jedynie najbliższych, bieżących kwestii waszyngtońskiego Pax Americana. Strategiczne plany pozostają w ukryciu. Jedynie stałe poszerzanie amerykańskiej obecności militarnej na całym świecie w postaci baz wojennych, ich rozmieszczenie i wyposażenie może obserwatorom przybliżać strategiczne zamiary USA, sugerując nawet, iż może ono stanowić zespół doskonale znanych prawu czynności przygotowawczych do … do strategicznie zaplanowanej akcji militarnej i to zarówno defensywnej jak i ofensywnej. Niepokój wywołać może także obserwowana od 2014 roku tendencja do znacznego wzrostu wielkości budżetu obronnego US Army. Gdy w 2015 roku projekt budżetu Pentagonu zamykał się kwotą 496 mld USD,  to w 2016 roku podniósł się do kwoty 534 mld USD, a w 2017 roku osiągnął już sumę 582,7 mld USD. Zwraca przy tym uwagę fakt, że zgodnie z danymi SIPRI (Sztokholmski Instytut Badań nad Pokojem) budżet obronny USA stanowi aż 37% wydatków na zbrojenia w całym świecie. Jest to największy w Ameryce wzrost wydatków od epoki „zimnej wojny”, czasów prezydenta Regana. Tendencja ta nie gaśnie wcale. Ostatnio Kongres Stanów Zjednoczonych debatując nad budżetem Departamentu Obrony na 2018 rok, nie bacząc, iż projekt przedstawiony przez prezydenta zamknął się kwotą  611 mld USD zaproponował zwiększenie budżetu Pentagonu aż do sumy  631,5 mld USD. W związku z tak wyraźnym i odczuwalnym wzrostem wydatków na resort obrony krytycy w Stanach zarzucają postępujący spadek wydatków na oświatę, zdrowie, ochronę środowiska, potrzeby socjalne, na badania podstawowe i naukę. Naukowcy żalą się, że „wygląda na to, że nasz kraj szykuje się na wojnę, ale nie dba o przyszły rozwój kraju”. Tymczasem zdaniem szefa senackiej komisji ds. sił zbrojnych USA McCain’a, budżet bazowy Departamentu Obrony w 2018 roku powinien wynosić 640 mld USD, a później powinien co roku wzrastać skokowo o 4%.
Zasygnalizowana wyżej tendencja oraz „pryncypialny realizm” prezydenta ogłoszony światu w ONZ powszechnego entuzjazmu w Stanach nie wywołuje. Krytyka płynie ze środowisk uniwersyteckich i części środowisk inteligenckich. Dla przykładu warto przywołać pogląd znanego amerykańskiego producenta, reżysera i scenarzysty Olivera Stone laureata trzech Oskarów, który w interesującym wywiadzie dla agencji Sputnik oznajmił, że „wygląda na to, że w USA istnieje «głębokie państwo», prawdziwa władza i kierownictwo rządzące państwem i podejmujące decyzję. Składa się na to przemysł zbrojeniowy, korporacje, a także służby wywiadu. Mają najwyraźniej wyłączną władzę, której nie miały, kiedy byłem młodszy. Rozrosły się do przerażających rozmiarów. Myślę, że specjalnie stworzyły tyle problemów z Rosją. Sądzę, że Prezydent USA Donald Trump jest przyparty do muru przez amerykańskie służby specjalne i nie ma żadnej możliwości na zresetowanie stosunków z Rosją, nawet gdyby tego chciał”. Słowa Olevera Stone, mają wyjątkową wartość. Są jak zeznania świadka. Mogą stanowić dowód. Nie wolno przejść obok nich obojętnie. Obserwacje tego wytrawnego filmowca i humanisty przerażają. „Głębokie państwo”, które coraz śmielej spycha świat w otchłań wojny szokuje i napawa lękiem. Tym bardziej więc w obliczu realnych zagrożeń,  ci którzy  zachowali resztki zdrowego rozsądku mają obowiązek przeciwstawiać się chorym tendencjom dążącym do  militarnych konfrontacji. Pokój jest bowiem znów kruchy. A pokój to jak powietrze.

poniedziałek, 4 września 2017

Kwaśniewski blogerem Sputnika?


Polski Gorbi

Aleksander Kwaśniewski uznawany jest za jednego z najwybitniejszych polityków polskiej lewicy ostatniego trzydziestolecia. Już w latach swoich studiów dał się poznać jako działacz  studenckich organizacji socjalistycznych. W latach 1981-85 redaktor naczelny najpierw tygodnika itd., potem dziennika Sztandar Młodych. U schyłku PRL pełnił ważne funkcje ministerialne w gabinetach premiera Meissnera i Rakowskiego. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Prominentny reprezentant rządowej reprezentacji w obradach Okrągłego Stołu. Po rozwiązaniu PZPR współtwórca socjaldemokracji w Polsce i przewodniczący SLD. Od grudnia 1995 do grudnia 2005 roku, przez dwie kadencje – prezydent RP. Współautor obowiązującej konstytucji z 1997 roku. Kandydat do najwyższych urzędów i godności nie tylko krajowych ale także międzynarodowych. W czasie jego kadencji, Polska w 1999 roku zostaje przyjęta do NATO, a w 2004 wstępuje do Unii Europejskiej.
Kwaśniewski, przynajmniej do połowy lat osiemdziesiątych nie ujawniał jakichkolwiek wątpliwości w kwestii obowiązującej w kraju narodowej polityki bezpieczeństwa opartej na sojuszu ze Związkiem Radzieckim i udziale Polski w Układzie Warszawskim. W tamtym okresie był nadzieją polskiej lewicy. Towarzysz młody, energiczny, otwarty na świat, godny zaufania, wierny linii politycznej partii – takie opinie musiały być z pewnością wyrażane najczęściej o Kwaśniewskim.
 W ostatnim dwudziestoleciu XX wieku historia zaczęła jednak przyśpieszać. Radziecka „pierestrojka”(1985-1991), ale szczególnie wybuch Solidarności w 80. roku zapoczątkował w Europie Środkowo-Wschodniej historyczne, burzliwe przemiany, a lata  89-90 ubiegłego wieku to wręcz czas pokojowej rewolucji. W kwestiach polskiego bezpieczeństwa to właśnie te przemiany spowodować musiały całkowitą zmianę poglądów Kwaśniewskiego. Po prostu uznał, że musi dostosować je do sytuacji nowej, w końcu „nadbudowa” nie może wisieć w próżni gdzieś poza „bazą”. Z jego dawnego, wydawało się utrwalonego stanowiska, dekretującego trwały sojusz polsko-radziecki nie pozostał najmniejszy nawet ślad. Po transformacji ustrojowej Kwaśniewski zmienia więc poglądy, staje się gorliwym zwolennikiem przeorientowania polskich sojuszy i związania bezpieczeństwa Polski z Paktem Północno-Atlantyckim. Trzeba jednak przyznać, że w tym czasie zdecydowanie większa część polskiego społeczeństwa, niesiona emocjami solidarnościowej rewolucji pragnęła oparcia swojego bezpieczeństwa o  sojusz z Paktem Atlantyckim. Według badań OBOP-u z marca 1999 roku aż dwie trzecie Polaków (67%) popierało członkostwo Polski w NATO. Przeciwnikami przystąpienia był jedynie co dziesiąty Polak (9%), a co szósty (16%) mówił, że jest mu to obojętne. Nic dziwnego zatem, że od początku 1995 roku pełne poparcie dla orientacji euroatlantyckiej stało się nawet jednym z głównych punktów  programu wyborczego Aleksandra Kwaśniewskiego pod nazwą „Wybierzmy przyszłość”.
Impreza w Helenowie
Jednak członkostwo Polski w szeregach NATO, nie było rzeczą prostą. Wymagało bowiem jeszcze   aktywnego zaangażowania elit politycznych polskich, amerykańskich i zachodnioeuropejskich. Udział Kwaśniewskiego w polskich dążeniach do przystąpienia do NATO zasługuje zapewne na odrębną, niemałą, należną mu cząstkę chwały. Przy tej okazji warto jednak wspomnieć, że sam kilkuletni proces przystąpienia zapamiętany zostanie zarówno ze swej  bachusowej dyplomacji jak i skutecznej makiawelicznej przynęty. A w obu przypadkach za sprawą polskich postaci obdarzonych zapewne ułańską fantazją. Przypomnijmy, że w 1993 roku, a więc na dwa lata przed objęciem przez Kwaśniewskiego urzędu prezydenta, ówczesnego polskiego prezydenta Lecha Wałęsę rewizytuje z całą swą świtą prezydent Borys Jelcyn. Wałęsa, po rezygnacji ze swych planów budowy NATO-bis, prawidłowo odczytując ówczesne polskie nastroje uznaje, że w kwestii naszego przystąpienia do NATO, skoro nadarza się okazja, to warto spróbować uzyskać jakieś porozumienie z Jelcynem. Któż jednak poza Wałęsą mógłby w tak rubasznie pospolity sposób wymusić na Jelcynie zgodę na przystąpienie Polski do NATO? A Wałęsa, w nocy z 24 na 25 sierpnia 1993 roku podczas biesiady w Helenowie pokazał, że ma  głowę silniejszą nawet od słynnej, zaprawionej głowy Jelcyna. To Wałęsa uzyskał od Jelcyna oficjalne oświadczenie, ze „decyzja o przystąpieniu Polski do NATO sprzyja stabilizacji politycznej w Europie i nie jest sprzeczna z interesem Rosji” (co prawda już w niecały miesiąc, Jelcyn cofnął oficjalnie swą zgodę wyrażoną w tak nietypowo dyplomatycznych  warunkach  w Helenowie).
Niezawodny polski jastrząb w Waszyngtonie
Rosyjskie przeszkody nie wyczerpywały jednak wszystkich trudności na drodze do spełnienia marzenia by „wybrać przyszłość”. W Ameryce bowiem także narastały w tej sprawie obawy. Większość klasy politycznej uważała, że przybliżanie struktur  NATO do granic Rosji stanowi poważne zagrożenie dla pokoju, a i sytuacja polityczna, jak twierdzono, niczym nie usprawiedliwia podejmowania takiego ryzyka. Stanowisku ówczesnych elit (w tym i Kongresu USA urabianemu szczególnie przez New York Times), a wyrażającemu kategoryczny sprzeciw wobec rozszerzenia NATO bez zgody Moskwy – wyzwanie rzucił sam Zbigniew Brzeziński. To Brzeziński wystąpił z ideą „paralelizmu”, dzięki której w sprawie nastąpił zwrot. Była to koncepcja zmierzająca do uśpienia rosyjskich obaw, koncepcja, jak się dziś mówi, „znieczulenia niedźwiedzia” przed operacją wyrwania mu pazurów, którymi mógłby walczyć w obronie swych racji. Idea „paralelizmu” Brzezińskiego dawała bowiem Moskwie poczucie wspólnoty. Polegała na przyjęciu koncepcji zgodnie z którą NATO będzie odtąd budować specjalne przyjazne stosunki z Rosją, a w zamian Moskwa  przestanie sprzeciwiać się planom poszerzenia Sojuszu. W ten sposób, twierdzono,  nawet krucha demokracja w Rosji wcale nie ucierpi. Wprawdzie z oporami – idea „paralelizmu” została przez Moskwę przyjęta! W dniu 27 maja 1997 roku Borys Jelcyn i sekretarz generalny NATO Javier Solana podpisali Akt o Współpracy i Bezpieczeństwie między NATO i Federacją Rosyjską. Z kompetencji powołanej tym Aktem Stałej Rady NATO-Rosja wyłączono jednak kwestie strategiczne, obronne, decyzje dotyczące akcji zbrojnych, dyslokacji wojsk oraz przyjmowania nowych członków z równoczesnym zastrzeżeniem m.in. zakazu stałego stacjonowania wojsk NATO oraz broni atomowej na terenie wszystkich nowych członków Sojuszu.
Konsekwencje zwycięstwa Neokonów
Mimo porozumienia Zachodu z Moskwą jeszcze przez dwa lata hasło „wybierzmy przyszłość” nie mogło być w pełni zrealizowane. Dobijanie się Polski do NATO trwało. Do boju o NATO ruszyli wszyscy znani przedstawiciele ówczesnego obozu władzy na czele z ministrem spraw zagranicznych Bronisławem Geremkiem i prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Program przystąpienia do NATO aktywnie wspierała Polonia w Ameryce, wykorzystując każdą sposobność do wywierania presji na kongresmenów celem uzyskania ich poparcia. Jednak amerykańskie obawy przed sprowokowanym przez Sojusz załamaniem „kruchej demokracji” w Rosji i ponownym rozpętaniem zimnej wojny istniały długo. I dopiero po uznaniu, że nastąpił całkowity rozpad dwubiegunowego ładu w świecie, a równocześnie po zwycięstwie w USA kół dążących do samodzielnego zarządzania światem, a także uzyskaniu poparcia  takich znaczących postaci jak John McCain, Ronald Asmus, a szczególnie Zbigniew Brzeziński i sekretarz stanu Madeleine Albright, opór przeciwników poszerzenia Sojuszu został przełamany. Dopiero więc 26 lutego 1999 roku prezydent Kwaśniewski mógł triumfalnie złożyć  podpis o przystąpieniu Polski do NATO, a 12 marca na Placu Piłsudskiego uczestniczyć w uroczystej ceremonii podniesienia na maszt flagi NATO.
Lojalny sojusznik Ameryki
Trzeba przyznać, że prezydent Kwaśniewski od początku swej prezydentury starał się być absolutnie lojalnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. W znaczących dla polityki amerykańskiej, gorących kwestiach militarnych, USA zawsze mogło liczyć na polską pomoc i zaangażowanie. I tak, od 18 czerwca 1999 roku, jeszcze nawet nie będąc członkiem NATO, polskie jednostki wojskowe uczestniczyły w byłej Jugosławii udzielając wsparcia siłom NATO. W marcu 2002 roku pierwsza grupa polskiego wojska została wysłana do Afganistanu w ramach amerykańskiej operacji Enduring Freedom (a w Afganistanie polscy żołnierze są nadal). Od 2002 roku polskie wojsko brało udział w planowanej przez USA drugiej inwazji na Irak, by już od 20 marca 2003 roku wziąć czynny udział bojowy w amerykańskiej interwencji pod kryptonimem Iraqi Freedom. Szczególnie II wojna w Zatoce Perskiej wywołana przez USA pod całkowicie fałszywym oskarżeniem posiadania przez Irak broni masowego rażenia, podjęta wbrew rezolucji Rady Bezpieczeństwa i stanowisku europejskich sojuszników Ameryki (poza wielką Brytanią i Polską) – do dziś wywołuje kontrowersję i krytykę. Decyzję o udziale polskiego wojska w tych amerykańskich wyprawach podejmował prezydent Kwaśniewski na wniosek premiera. Ile polskich ofiar wymagały wyprawy US Army? Janusz Palikot wyraźnie oszczędzając Kwaśniewskiego nigdy nie odwołał zarzutu, że premier „Miller ma krew na rękach”(rzetelność nakazywałaby zauważyć, że Miller wnioskował, ostatecznie decydował jednak sam Kwaśniewski!). Tymczasem obaj panowie, zarówno Kwaśniewski, jak i Miller do dziś nie mają sobie nic do zarzucenia twierdząc, że i dziś zrobili by podobnie! Aktywność prezydenta Kwaśniewskiego wspierającego politykę amerykańską widać było też wyraźnie na jego ukraińskiej ścieżce politycznej. Wyraźnie sprzyjająca postawa dotycząca już wówczas antyrosyjskiej tzw. rewolucji pomarańczowej, zażyłe stosunki z nacjonalistyczną elitą ukraińską, reprezentującą stanowisko nie tylko własne, ale i w globalnym wymiarze przede wszystkim amerykańskie – wszystkie te okoliczności świadczyły o pełnym zaangażowaniu Kwaśniewskiego w realizację treści zmierzającej do zabudowania swego hasła wyborczego programem ścisłej kooperacji z amerykańskim programem jednobiegunowego zarządzania światem.
Czy Kwaśniewski na portalu sputnik.pl zdradził Amerykanów?
Z pełnym przeto niedowierzaniem można na stronie www.sputnik.pl przeczytać artykuł Aleksandra Kwaśniewskiego pt. „Ruski straszak dobry na wszystko”, w którym autor kpi z amerykańskiej propagandy obwiniającej Rosjan o wszelkie niegodziwości i pozwala „usprawiedliwić każdą międzynarodową podłość silnych wobec słabszych(…). Jeśli coś poszło nie tak, wystarczy powiedzieć, że za niepowodzeniem stoją Ruscy…” Na tym Aleksander Kwaśniewski, jako bloger „Sputnika” nie poprzestał. Najbardziej rewelacyjne poglądy wyłożył dalej. Nawiązując do McCaina, którego zdaniem Rosja jest większym zagrożeniem niż Państwo Islamskie – Kwaśniewski stwierdza przekornie: „McCain ma rację. Rosja jest zagrożeniem dla świata, w którym Amerykanie wywołują wojny gdzie chcą, udzielają zezwolenia na zmianę lub zmieniają rządy w dowolnym kraju, doprowadzają do wojen domowych, umożliwiają powstanie organizacji terrorystycznych o zasięgu globalnym oraz jednostronnie i arbitralnie kreują rozwój lub niedorozwój gospodarczy wybranych krajów zgodnie z własnymi interesami…”. W artykule niektóre wątki Kwaśniewski rozwija. Wszystkie uwagi blogera świadczą o refleksyjnym spojrzeniu na rzeczywistość. Są oceną porządku we współczesnym świecie regulowanym zasadami Pax Americana, albo…oddajmy zresztą głos internautom czytającym blog Kwaśniewskiego. Oto post umieszczony pod artykułem, który jak sądzę zasługuje na uwagę: ‘Po przeczytaniu, cóż powiedzieć? Brawo pan Kwaśniewski! Wpis na blogu w m/ocenie wnikliwy, mądry i dojrzały. I tylko jedno pytanie w kontekście tych wygłoszonych przez blogera poglądów rodzi się natarczywie: czy zejście pana Kwaśniewskiego z drogi zdecydowanego filo jankesa popierającego wojny amerykańskie w Iraku, Jugosławii, w świecie, przyjaciela anty ruskiej Ukrainy - nawrócenie na drogę prawdy i politycznej rzetelności to droga nawróconego Szawła, a więc wynikająca z politycznego autentycznego nawrócenia, do którego człowiek zawsze ma prawo, czy wynik politycznej kalkulacji po stwierdzeniu, że jednak „Jankesi, których tak wspierałem nie okazali ni odrobiny wdzięczności, nie powołano mnie na sekretarza NATO, nie powołano na stanowisko w ONZ, słowem czy nadal warto grać ich kartą? Może więc raczej należy znów wejść na dawne utarte tory przyjaciela Moskwy"’.
Epilog dramatu: Kwaśniewski  Amerykanów nie zdradził
Otóż Szanowny Internauto, widać, że nie raczyłeś przyjrzeć się uważnie zdjęciu zamieszczonemu na blogu Kwaśniewskiego. Czy jest możliwe, by prezydent Kwaśniewski przemalował swoją pięcioramienną amerykańską białą gwiazdę, którą nosi na ramieniu, na pięcioramienną gwiazdę czerwoną? Niemożliwe! Czyż byłoby możliwe, by prezydent Aleksander Kwaśniewski zamiast zwykłego choćby nawet czarnego, skromnego kapelusza paradował w kapeluszu tak okazałym i wymyślnym jak na zdjęciu? Wykluczone! Czyżby było możliwe, by prezydent Kwaśniewski przebywał w towarzystwie nikczemnika podejrzanego o kierowanie agresywną, ludobójczą armią niosącą ludności cywilnej, kobietom i dzieciom w Syrii śmierć i zagładę? Nigdy! Przenigdy! Wniosek nasuwa się więc prosty. Prezydent Kwaśniewski ma imiennika, który bloguje na stronie sputnika. I to on wypisuje te haniebne uwagi o miłującej pokój armii amerykańskiej podszywając się pod naszego prezydenta. I właśnie zdemaskowanie tej prowokacji jest najbardziej pozytywną wiadomością wynikającą z całej tej historii. Oznacza to, że prezydent Kwaśniewski odkąd  za sojusznika wybrał ten  wspaniały zamorski odległy kraj stale pozostaje mu wierny i lojalny wobec jego armii i nigdy naszych drogich sojuszników nie zdradzi. No, chyba żeby już niebawem nastąpiły w świecie  burzliwe przemiany, nowe rewolucje (oby pokojowe!), które wymagać będą ponownego dostosowania swej prywatnej nadbudowy do nowej publicznej bazy. Powiemy wówczas, że to vis maior współczesnej epoki za którą nie możemy brać odpowiedzialności. Wówczas może się okazać, że blog Kwaśniewskiego był jednak autentyczny.

Biden rezygnuje

Prezydent Biden został zmuszony do rezygnacji w obliczu klęski jaką Partia Demokratyczna mogłaby ponieść gdyby niesprawny mentalnie Biden na...