Drodzy moi wierni czytelnicy, pozwólcie, że zamiast życzeń prześlę nam wszystkim kolędę, którą razem zaśpiewamy:
Do Jezusa i Panienki
Drodzy moi wierni czytelnicy, pozwólcie, że zamiast życzeń prześlę nam wszystkim kolędę, którą razem zaśpiewamy:
W uzupełnieniu ostatniego wpisu dotyczącego pochwały sposobu odtworzenia Marsza żałobnego Fryderyka Chopina przez zwycięzcę konkursu uznałem, że warto jednak wspomnieć o moich subiektywnych odczuciach które uprzednio pominąłem. Otóż dla mojej wrażliwości muzycznej, w pierwszej części utworu ciemny galop zmierzający do nieuchronnego końca - lepiej gdyby był wykonywany o ułamek sekundy szybciej, po to aby ten galop, ta jego nieuchronność została lepiej wyeksponowana. A druga uwaga, znów wynikająca z bardzo subiektywnego odbioru utworu, to zbyt oszczędne oddzielenie ciszą części gwałtownej, ciemnej, tragicznej, granej w forte i w grave, od zaskakującego Trio des-dur tj. części ściszonej, lirycznej, delikatnej, niemal optymistycznej chwalącej piękno życia. Cisza moim zdaniem powinna zostać wyraźniej ukazana. Ma oddzielać gwałtowną, tragiczną część od pogodnej, wręcz sielankowej części i wyraźnie to pokazać. W utworze cisza stoi. I ona też śpiewa i gra. Wreszcie ostatnia część utworu – finał. Artysta jest w swoim żywiole. Gra finał wspaniale. Ten szalejący wicher nad mogiłą Liu odtworzył perfekcyjnie. Brawo!
Powyższe uwagi nie kwestionują ogólnej oceny przepięknej gry młodego Bruce Liu, który zasłużył na zwycięstwo.
Bruce Liu
Miałem ostatnio okazję na spokojnie posłuchać na youtube
szeregu konkursowych nagrań. Więc tylko dwa słowa. Sypię głowę popiołem. Bruce
(Xiaoyu) Liu był fantastyczny, a jego
Sonata b-mol op.35, a w niej Marsz żałobny jest wzorem wzorów. Wykonanie godne
mistrza. Może więc lepiej muzyki słuchać w ciszy i skupieniu. Usłyszy się
więcej!
Wyjątkowy poziom, wyjatkowe kontrowersje
To był konkurs wyjątkowy. Taka ilość nadzwyczaj artystycznie
utalentowanej młodzieży nie zdarzała się bodaj na żadnym tego typu konkursie.
Wielki sukces chopinowskiej muzyki i polskich organizatorów. Chwała im! Wysyp wspaniałych młodych artystów. Wysoki
poziom uczestników czuło się od początku, od pierwszego etapu. Już na porannej
sesji pierwszego dnia I etapu konkursu swą zasługującą na pełną aprobatę
interpretację muzyki Chopina przedstawił nam polski pianista Kamil Pacholec,
który okazał się późniejszym finalistą. A na sesji wieczornej tego dnia
wystąpił Hao Rao, także późniejszy finalista. . Przez nadzwyczaj wysoki poziom
konkursu Jury miało najpewniej nie lada kłopot komu musi podziękować za
udział już po III etapie, a więc ilu
pianistów zagra w finale i jaką ustalić kolejność pośród laureatów. Do finału
dopuszczono dwoje pianistów ponad przewidzianą regulaminem ilość. W finale
zagrało 12 osób. Wynik ostateczny często budzi dyskusje a nawet protesty. Mimo
wszystko sądzę, że nikogo to nie powinno zanadto dziwić. De gustibus non est
disputandum. Wytworzone przez artystę
dzieło nawet elektroniczną wagą czy zwykłym cyrklem nie zmierzymy. A nasze
poczucie piękna nie jest jeszcze w pełni poddane obróbce, jednej zunifikowanej
ocenie. Myślę, że odbiór piękna idzie często blisko całej osobowości słuchacza lub
widza. Widać to też w ocenie jury, szczególnie pod wodzą prof. Popowej-Zydroń. Przypuszczać należy, że większość jurorów
(ale na pewno nie wszyscy) abstrahując od technicznej doskonałości, ceni u
pianistów nade wszystko błyskotliwość, żywiołowość, własny osobisty odbiór
tekstu utworu, pewną nawet zapalczywość w rozumieniu Chopina. Te cechy
perfekcyjnie zaprezentował zwycięzca konkursu Kanadyjczyk Bruce (Xiaoyu) Liu.
Ciekawe, że Liu, mimo, że zgodnie z kolejnością alfabetyczną winien prezentować
się pomiędzy innymi pianistami we wszystkich etapach występował prawie zawsze jako
kandydat ostatni (przejaw jego niedoceniania przez organizatorów, czy profetyczna
prognoza wskazująca przyszłego zwycięzcę?). Tak, czy inaczej 24 letni Bruce Liu
był wspaniały. To uczeń dr honoris causa bydgoskiej akademii muzycznej Dang
Thai Sona zwycięzcy konkursu chopinowskiego w roku 1980 i juror obecnego i trzech poprzednich
konkursów. Całkiem inne rozumienie muzyki Chopina zaprezentowała m.in. 26 letnia Aimi
Kobayashi finalistka poprzedniego XVII konkursu z 2015 roku. Dla mojej muzycznej
wrażliwości Aimi Kobayashi była niedoścignionym mistrzem cudownej lirycznej
frazy chopinowskiej. Artystka o nadzwyczajnej wrażliwości, delikatna, subtelna. Jej wykonanie przenosiło odbiorcę wprost do głębi chopinowskich
olśnień, tęsknot, cierpień i miłosnych wzruszeń. W Jej wykonaniu romantyzm
Chopina osiągał szczyt doskonałości. Jej czwarte ex aequo z Jakubem Kuszlikiem
miejsce w konkursie jest w moim odczuciu krzywdą zadaną Jej w Warszawie podczas
konkursu, na który przepojona miłością do Chopina zjawiła się po raz drugi. A być może jest to krzywda nie jedyna. No
cóż nam pozostaje: de gustibus non est…
Muzyka łagodzi obyczaje
Nareszcie po sześciu latach trzy
tygodniowa uczta muzyczna przygotowana przez mistrza Fryderyka, a wykonywana
przez młodych pianistów całego świata. Wczoraj otwarcie, dziś pierwszy etap
przesłuchań w XVIII Konkursie Chopinowskim. Odbieram wirtualnie w TV Kultura. Lubię
gdy Studio prowadzi red. Adam Rozlach. W porannej sesji wystąpiło 9 pianistów.
W mojej skromnej ocenie – poziom wysoki. Mnie jako muzycznemu laikowi najbardziej
przypadł do gustu występ młodziutkiego Kamila Pacholca. Jego wykonanie
spokojne, liryczne – najbardziej oddające piękno chopinowskiej poezji jej zamyślenia,
tęsknoty i miłości. W etiudzie rewolucyjnej (c-mol op.10 nr12) rewelacyjnym
wykonaniem popisał się artysta z Łotwy Gieorgijs
Osokins.
A orkiestra w kraju pod batutą wydłużonego smyczka. W nim moc orkiestry. Zawsze przecież może jako pałka służyć. A demokracja pozwala na chaos, przekleństwa i fałsz. Chamstwo i agresja odnoszą sukcesy. Człowieczy los w pogardzie. Nawet rozbrajające zdjęcie dziecka wzywającego pomocy można z pogardą wyrzucić na przemiał. Kult obłudy, agresji i chamstwa zakwitł na orkiestry forum. Potrzebna przeto szybka pomoc. Mam propozycję dla polityków. Przypominają się mądre słowo-credo Jerzego Waldorffa „Muzyka łagodzi obyczaje”. Apeluję więc by prawdę tę nie tylko głosić w teorii, ale wcielać ją w życie. W ramach tego do Konstytucji należy wpisać wymóg odsłuchiwania przed każdą sesją parlamentu, i wszelkich politycznych pyskówek co najmniej pół godzinnego poranka muzycznego. Proponuję nawet nieskromnie kompozytorów, a więc na przykład J.S.Bach, W.A.Mozart, A.Vivaldi, G.F.Handel, F.Chopin (ale na wszelki wypadek z wyłączeniem etiudy rewolucyjnej) i wielu, wielu innych genialnych kompozytorów uszlachetniających obyczaje. Po nowelizacji Konstytucji poseł czy senator oraz przedstawiciel najwyższego urzędu nie będzie wpuszczony na salę by uczestniczyć w obradach bez zaświadczenia pobranego od strażnika pilnującego wejścia i wyjścia z koncertu o kulturalnym uczestniczeniu w wysłuchaniu. Och! jak wreszcie politycy zaczną się pięknie różnić. Nareszcie będziemy mieli czym się chwalić przed światem. Powodzenia!
Prezydent Biden został zmuszony do rezygnacji w obliczu klęski jaką Partia Demokratyczna mogłaby ponieść gdyby niesprawny mentalnie Biden na...