W sobotę 18 lutego pożegnaliśmy doczesne szczątki 25-letniej Helenki Kmieć. To postać absolutnie nadzwyczajna. Studiowała w języku angielskim. Była od 2014 roku magistrem inżynierem technologii i inżynierii chemicznej. Pracowała też jako stewardessa w liniach lotniczych. Od pięciu lat związana z Wolontariatem Misyjnym "Salvator". Parę lat temu pojechała na misję do Afryki, gdzie przez parę miesięcy pracowała z dziećmi ulicy, opiekując się najsłabszymi, ucząc ich czytania i pisania a równocześnie towarzysząc im w ośrodku Salvation Home w Lusace i w centrum młodzieżowym w Chamulimbie. W ubiegłym roku była koordynatorką podczas Światowych Dni Młodzieży z Lubiąża. Od wczesnej młodości cechowała ją głęboka wiara. Misje to jej sposób wielbienia Boga. W pierwszych dniach stycznia bieżącego roku wyjechała jako wolontariuszka do Boliwii nieść pomoc dzieciom w "ochronce" prowadzonej przez zakonnice ze zgromadzenia Sióstr Służebniczek Domu w Dębicy. W nocy 25 stycznia poniosła śmierć podczas bandyckiego napadu rabunkowego. Niech Pan przyjmie Ją do Swego Królestwa. Cześć Jej pamięci!
Etykiety
- 3:0
- 70. lat pokoju w Europie
- 78 rocznica powstania w W-wskim Getcie
- Awantura w Sejmie
- Bierut wraca
- Brigitte i Emmanuel Macron
- Bubel prawny
- Chuligani czy Banderowscy prowokatorzy
- Co nam mówią małżonkowie Macron?
- Co słychać w ciszy
- Czego oczekujemy od Wielkiego Architekta
- Czerwony księżyc i spadające gwiazdy
- Cześć zwycięzcom nie przegranym
- Cztery godziny z Putinem
- Czy apostoł Mateusz zdecydował się być apostatą?
- Czy Pawłowicz oszalała z nienawiści
- Czy Senat przywroci nadzieję na normalność?
- Czy uchodźczyni wróci do Polski
- Czy Ukraina doprowadzi do światowego konfliktu?
- Czy wizyta Trumpa w Warszawie jest ważna
- Dekret Bieruta
- Dramat Tomasza Komendy
- Duch Czasu wskazuje
- Dziady
- Dzień Zaduszny
- Europą rządzą kobiety
- fresk- lubimy czytać
- Gehenna trzydziestu na granicy
- Gestapowskie ludobóstwo
- Hańba polskiego Sejmu
- Homilia prezydenta Dudy
- Imperator Putin
- Imperatyw moralny polskich powstań
- Inauguracja 18.konkursu
- Jaś Kapusta w akcji
- Kim jest Polska w polityce PiS?
- Klęska na Mundialu
- Konkurs wizualno-muzyczny
- Krzywda Kobayashi -krzywda Gevorgyan
- Kto jest prezydentem Francji
- Kto zyska na wizycie Trumpa w Warszawie
- Kwaśniewski na Sputniku.pl
- Kwaśniewski ofiarą prowokacji?
- LUBIĘ CIĘ EUROPO
- macho Antoni?
- Małpi gaj już w Sejmie
- Masłowska jako krytyk
- Mazurek a-moll pieści chińską duszę..
- miesięcznik Moja Rodzina
- Miłość po francusku
- Minuta ciszy dla Piotra S.
- Nie zmartwychwstał - Powołany i Przebóstwiony!
- Nie zmartwychwstał - został powołany przez Ojca i ubóstwiony
- O co walczyli Powstańcy getta
- Obowiązkowy poranek muzyczny dla polityków
- Obowiązuje ale nie działa
- Papież do polskich polityków
- Pierwsze powstanie w okupowanej Warszawie
- Planeta nad przepaścią
- Prezydent na cmentarzu wojennym w Starych Łysogórkach
- Racja stanu wg. PiS
- Refleksje po meczu
- reprywatyzacja
- Rewizja wyników II wojny
- Rosjanie pytają - Putin odpowiada
- Rusofobi też wśród narkomanów
- ryzykant Putin
- Sejmiki w Parlamencie
- słodka misia?
- Słowo na powitanie
- Społeczeństwo
- Syberia woła ratunku!
- Tragedia czy moralna victoria
- Trump biznesmen czy polityk?
- Trump przyjaciel Putina?
- Trump w ONZ
- Trump w Warszawie
- TVN dobra robota czy prowokacja?
- Uff! jak gorąco!
- Ukryte cele przyspieszeń procedowania
- Unia Europejska
- US Army chorążym pokoju
- Walka o godność w ruinach getta.
- Walka o ludzką godność
- Wandale na Cmentarzu Żołnierzy Armii Czerwonej
- Warszawa
- Warszawiacy lepsi i gorsi
- Warszawskie getto płonie. Cel walki w warszawskim getcie
- Wawel czeka na prochy Bony
- Wesołego Alleluja!
- Wesołych Świąt
- Wielkanoc 2021
- Wielkanoc.
- Witamy Trumpa
- wojna z prawnikami
- wybrańcy narodu
- Wyjazd który był ucieczką
- wynik który zamyka drogę do awansu.
- wywłaszczenie bez odszkodowania
- XVIII Konkurs Chopinowski już 2 października 2021 r.
- z notesiku moich wierszy
- Zamordowane Getto oczami Miłosza
- Zbiorowy podmiot roszczeń
- zgoda UE na dekompozycję TK?
- Znów koszmarny błąd sądów
- Żądania Szarego Człowieka
poniedziałek, 20 lutego 2017
poniedziałek, 13 lutego 2017
Romeo i Julia
W ostatnim programie redaktora Jarosława Gugały ‘Prezydenci i premierzy’ nie mogło zabraknąć dyskusji o kondycji polskiej armii, a na tym tle o nadzwyczajnej pozycji rzecznika MON pana Bartłomieja Misiewicza. Przed p. Bartłomiejem salutować mają oficerowie, a specjalnie dobrany kapitan sprawdza się najlepiej, gdy regulaminowo trzyma parasol nad sympatyczną postacią pana Rzecznika, popularnie zwanego Misiem. A Misio mimo młodego wieku odbiera honory i trzyma fason prawie jak Wice Marszałek Nadworny rodzimej armii, nie zapominając w wolnych chwilach o licznych uciechach jakie niesie nasza kolorowa cywilizacja.
Nic więc dziwnego, że zazdrośnicy podnieśli larum. Bezduszne media rzuciły się na Misia, a za nimi oczywiście politycy. Pani Premier oświadczyła, że o Misiewiczu rozmawiała z samym Macierewiczem i dodała, że Jej zdaniem szef MON podjął już w jego sprawie właściwą decyzję! Tak, tak Panie Dziejku naprawdę tak Pani Premier powiedziała! Nie koniec na tym. Pan Jarosław Kaczyński, jak przystało na szefa partii z bólem podzielił się informacją, że Misiewicz to wizerunkowy problem PiS-u! Jednak wszystkich w negatywnej ocenie pana Rzecznika pokonał Marszałek Senatu pan Stanisław Karczewski, który odważnie oświadczył, że limit przypadków pana Misiewicza został wyczerpany, koniec, kropka. Czyż można bardziej bezpardonowo, a nawet okrutnie potraktować słodkiego Misia, którego jedyną winą jest to, że wszystkich przecież zadowolić nie może?
Na szczęście wyposażonego w reprezentacyjne, akademickie wręcz walory Misia skrzywdzić nie pozwoli nasz minister Antoni Macierewicz, który, jak dotąd skutecznie walczy o dobre, cnotliwe imię bohatera. Złośliwcy w związku z tym przebąkują nawet o rychłym generalnym triumfie Antoniego Macierewicza, który sobie lekceważy słowa Jarosława, a w konsekwencji o upadku szefa PiS. Ale to bzdura! Wiemy dobrze, że walka byłaby krwawa, ‘po trupach’, a i tak Kaczyński musiałby Antoniego pokonać. Tym nie mniej, w kontekście omawianej sprawy, w epoce triumfu naszej zwycięskiej demokracji, naturalne zdają się pytania, kimże jest ten młodzieńczy, z wyrzeźbionym ciałem, jakże świeży i słodki Misio? I tu godzi się wrócić do programu redaktora Gugały. Występujący w nim, w charakterze premiera, pan Leszek Miller, z wrodzoną sobie przenikliwością podzielił się swoim głosem wewnętrznym, choć jako były marksista woli pewno używać terminu: swoją hipotezą – zgodnie z którą związek Misia z Antonim można śmiało przyrównać do związku Romea i Julii. I tylko problem kto jest Julią? Ale tym wkrótce zajmie się już zgraja bezlitosnych paparazzich.
wtorek, 27 grudnia 2016
Chwała zwycięskiemu Powstaniu
Chwała zwycięskiemu Powstaniu
Nasz wielki kompozytor i polityk Ignacy Paderewski, gdy 26 stycznia 1918 roku przyjechał do Poznania, już na dworcu witał go wielki tłum rodaków. Patriotyczna owacja zdała się trwać nieprzerwanie. Flagi biało-czerwone łopotały na wietrze. Śpiewano Jeszcze Polska…Okrzykom „Niech żyje Ignacy Paderewski!, Niech żyje wolny Poznań!..” nie było końca. Z okna zasłużonego dla polskości hotelu Bazar, Paderewski do zgromadzonych poznaniaków wołał: „Pozdrawiam was serdecznie w imieniu Polaków z całego świata, w imieniu Polaków z Ameryki i Europy. W imieniu wszystkich Polaków, którzy walczą o nową Polskę. Pozdrawiam was gorąco i serdecznie, Wielkopolan, coście w pracy organicznej i gospodarczej byli nieporównani. Po wielu latach niewoli, powstaje wreszcie Polska; W Warszawie jest już nowy rząd, działa Piłsudski, tworzą się nowe zręby ojczyzny. Niech żyje nowa, wolna Rzeczpospolita Polska!”. Poznaniacy przywykli w codziennych zmaganiach z pruską bezwzględną eksterminacją wszystkiego co polskie, znani ze swego, jak określił Dmowski „suchego realizmu i ze swej twardości” wreszcie mogli pozwolić sobie na godziny patriotycznego uniesienia.
Następnego dnia wybuchło powstanie przeciwko Prusakom. Wojskowym przywódcą powstania był, przybyły z Warszawy gen. Józef Dowbor-Muśnicki. Kadrę wojska stanowili podoficerowie-dezerterzy armii nieprzyjaciela. Ale z każdego niemal wielkopolskiego domu walczył mąż, syn czy wnuk czujący się Polakiem. Udział w powstaniu szerokich warstw społeczeństwa zdecydował o jego sukcesie. W przeciwieństwie bowiem do przegranych, tragicznych XIX wiecznych powstań polskich opierających swą siłę i swą ideologię na wyidealizowanej misji samotnego szlacheckiego polskiego inteligenta – zwycięskie Powstanie Poznańskie miało charakter ogólnospołeczny. Właśnie dzięki temu, dzięki m.in. udziałowi mas chłopskich w powstaniu Polacy odnieśli zwycięstwo.
Chociaż dzisiaj Powstanie Wielkopolskie nie jest przez polskie elity doceniane należycie – to właśnie ono, jak żadne inne winno stanowić powód do chwały. Niestety, polskie elity, w swej przeważającej masie, korzenie swe nadal przechowują w mesjańsko-romantycznych ideach pokoleń walczących z carskim samodzierżawiem. Ile z tego politycznego kociokwiku, ile woluntarystycznych strategii – szkoda słów! Czasy się zmieniły, świat odpłynął. Nie znaczy to przecież, że przestał korzystać z naiwnych czy szalonych strzelistych, romantycznych, polskich patriotów. Przechowują oni, jak relikwie, swe fobie i prometejskie złudy. Dla ich spełnienia gotowi złożyć w ofierze nowe pokolenia Polaków i zgodzić się znów na zagładę wielkich miast.
Zwycięskie Powstanie Wielkopolskie zaświadcza nie tylko o męstwie i patriotyzmie Polaków, ale i o ich dojrzałości, zdecydowaniu, wytrwałości i dobrej organizacji. To zwycięstwo nie tylko w skali działań ściśle militarnych, to zwycięstwo przede wszystkim w perspektywie geopolitycznej. Dzięki temu zwycięstwu Polska wróciła na ziemie będące historycznym matecznikiem naszej państwowości. W najnowszej historii Polski, Powstanie Wielkopolskie ma wartość najwyższą. Czcijmy więc należycie wielkość odniesionego zwycięstwa.
poniedziałek, 26 grudnia 2016
Tragedia nad Morzem Czarnym
Wczoraj rano nad Morzem Czarnym w katastrofie lotniczej samolotu TU-154 rosyjskiego Ministerstwa Obrony śmierć poniosły wszystkie znajdujące się na pokładzie maszyny osoby (92 osób).
Zginęła chluba rosyjskiej kultury muzycznej, cały znany w świecie wspaniały zespół - Chór Aleksandrowa. Kultura nie tylko rosyjska poniosła olbrzymią, wielką stratę.
Los nie oszczędził też najsłabszych, oczekujących pomocy ofiar wojny, okaleczonych i skrzywdzonych dzieci, sierot i bezdomnych. Katastrofa zabrała im rosyjskiego Anioła Stróża - doktór Lizę, zmierzającą do Syrii nieść pomoc wszystkim potrzebującym.
Cześć ich pamięci!
sobota, 24 grudnia 2016
B o ż e N a r o d z e n i e
B o ż e N a r o d z e n i e
Wszystkim odwiedzającym tę moją skromną stronkę
i to zarówno drogim i szanownym polemistom, którzy - o czym jestem przekonany - jedynie przez swój cenny czas nie zechcieli wystukać paru gorzkich i cierpkich, a może nawet zjadliwych słów prawdy o przeczytanym tekście,
jak i tym nielicznym szaleńcom, którzy odważyli się myśleć podobnie –
składam z serca płynące życzenia radosnych i duchowo bogatych, a zarazem nasyconych ciepłą i słodką rodzinną atmosferą naszego dzieciństwa
- Świąt w których wspominamy, iż BÓG się rodzi, moc truchleje…
niedziela, 18 grudnia 2016
Pyrrusowe zwycięstwo wojny o Trybunał Konstytucyjny
Nową fazę wojny domowej postsolidarnościowych salonów rozpoczął pan Andrzej Duda, wygrywając w ubiegłym roku wybory prezydenckie z niekwestionowanym, a nawet murowanym kandydatem do zwycięstwa. O zwycięstwie pana Bronisława Komorowskiego mieli być przekonani przecież niemal wszyscy. Co więcej, dla potrzeb zwycięstwa, w kampanii salon wymyślił nawet złożenie wirtualnej ofiary (a gdyby była taka konieczność pewnie złożył by ją i w realu) z nie całkiem bogobojnej zakonnicy usiłującej jakoby przykładnie ale jakże pechowo przejść na drugą stronę ulicy. Toteż obecnie, takiego przegranego kandydata można w pełni zrozumieć: zakonnica do dziś (z winy salonu!), nie budzi pewnie u niego zbyt przyjaznych uczuć...
Przygotowanie do wojny o Trybunał
Pan Duda jeszcze jako prezydent-elekt, dnia 30 maja 2015 roku zaapelował do ówczesnego rządu i większości parlamentarnej, by w okresie przejściowym, a więc do czasu objęcia przez niego urzędu po ustępującym 6 sierpnia prezydencie Komorowskim, nie podejmowano „poważnych decyzji o charakterze ustrojowym ani takich, które mogą budzić jakieś niepotrzebne w społeczeństwie emocje, niestety także kreować konflikty”. Przeciwnicy zareagowali twardo i to wcale nie przez jakieś nieparlamentarne w parlamencie swary i nie przez emocjonalną zapiekłość. Odpowiedzieli przemyślaną bronią „dalekiego zasięgu”. Strzałem była bowiem ustawa o Trybunale Konstytucyjnym. Mimo sprzeciwu ze strony posłów PiS, podjęta ona została dnia 25 czerwca w sposób stosunkowo bezkonfliktowy. Jednak ustawa wygenerowała poważny konflikt wokół Trybunału, który znalazł się w awangardzie zaciekłych, nie tylko konstytucyjnych sporów ustrojowych, jakie toczą polskie elity wywodzące się ze wspólnego pnia Solidarności. Przed uchwaleniem ustawy pamiętano dobrze, że pod koniec roku wygasa 9-letni okres orzekania przez pięciu sędziów Trybunału, co oznaczało, że aby zabezpieczyć wybór nowych sędziów przez parlament jeszcze VII kadencji należy (zwłaszcza na wypadek przegranych wyborów) przyśpieszyć procedurę ich wyboru, tak by nowi sędziowie mogli zostać wyłonieni jeszcze za tej, kończącej się kadencji Sejmu. Przewidziano więc, że dla skutecznego wyboru nowego sędziego, jego kandydatura musi zostać zgłoszona co najmniej na 3 miesiące przed upływem wygasającego mandatu sędziego odchodzącego, a to pozwalało Sejmowi zdominowanemu przez koalicję Platformy z PSL dokonać jeszcze „własnego” wyboru. Oficjalnie natomiast można było twierdzić, że chodzi wyłącznie o to, by zapobiec sytuacji, w której nowy parlament nie zdążyłby wybrać nowych sędziów na miejsce odchodzących, co przecież, jak podkreślano, groziłoby przerwaniem ciągłości konstytucyjnego składu Trybunału.
Rzeczywiście, dużo zależało od daty rozpoczęcia nowej VIII kadencji parlamentu. A ten, po podwójnych w 2015 roku wygranych przez PiS wyborach – prezydenckich i parlamentarnych, będąc jeszcze w powyborczej euforii i przez to igrając własnym losem, a więc nie zważając na toczącą się twardą polityczną walkę – kadencję rozpoczął dopiero 12 listopada 2015 roku. Było to podejście przeciwnikowi na linię strzału. Może chodziło o eskalowanie emocji? A może jedynie zapomniano o tym, że trzech sędziów (Gintowt-Jankowicz, Hermeliński i Kotlinowski) kończy swą misję już 6 listopada, zatem przed ukonstytuowaniem się nowego Sejmu, czyli w czasie wciąż trwającej VII kadencji i tylko dwoje pozostałych (Cieślak i Liszcz) kończą kadencję dopiero 2 i 8 grudnia. Toteż większość parlamentarna poprzedniego Sejmu korzystając z przepisów uchwalonej w czerwcu ustawy o TK, rzutem na taśmę, na swym ostatnim posiedzeniu w dniu 8 października, mimo sprzeciwu ówczesnych posłów PiS, na miejsce pierwszych trzech odchodzących powołała sędziów w osobach profesorów Romana Hausnera, Krzysztofa Ślebzaka i Andrzeja Jakubeckiego, a na miejsce dwojga odchodzących w grudniu – profesorów Bronisława Sitka i Andrzeja Sokala.
Gorąca faza wojny
Rozpętała się niesłychana burza która trwa do dziś. Z jednej strony zwycięski PiS z prezydentem, z drugiej: Platforma, Nowoczesna i podłączający się zwykle PSL wraz z wspierającą opozycję prawnikami, Komisją Wenecką, Parlamentem Europejskim i innymi instytucjami międzynarodowymi oraz większością mediów. Nowy Prezydent odmówił przyjęcia od wybranych sędziów ślubowania, a PiS już 23 października zaskarżył czerwcową ustawę do Trybunału (ostatecznie wnioskodawcą pozostali nie posłowie PiS lecz posłowie reprezentujący opozycję). Walka zaczęła przybierać na sile. Sejm zdominowany przez posłów PiS, nie czekając na rozstrzygnięcie Trybunału, już 19 listopada znowelizował ustawę o TK umożliwiając m.in. powtórny wybór nowych sędziów oraz znacznie ograniczając uprawnienia jego prezesa prof. Andrzeja Rzeplińskiego i v-prezesa prof. Stanisława Biernata. Kilka dni później (25.XI.) większość sejmowa podjęła uchwały „o braku mocy prawnej uchwał” poprzedniego Sejmu w sprawie dotyczącej wyboru sędziów dokonanego 8 października. Wojna wkroczyła w jeszcze gorętszą fazę! Odpowiedzią było postanowienie zabezpieczające Trybunału (podjęte na wniosek opozycji), z 30 listopada wzywające Sejm do powstrzymania się od wyboru nowych sędziów do czasu rozstrzygnięcia kwestii zgodności z konstytucją zaskarżonej ustawy z 25 czerwca. Sejm wspomniane wezwanie Trybunału ostentacyjnie zignorował i 2 grudnia podjął uchwały o wyborze sędziów TK w osobach profesorów: Henryka Ciocha, Lecha Morawskiego i Mariusza Muszyńskiego oraz pana Piotra Pszczółkowskiego (z początkiem kadencji od 3.XII) i pani Julii Przyłębskiej (od 9.XII). Od tych sędziów prezydent ślubowanie odebrał natychmiast. Decyzja Sejmu o wyborze nowych pięciu sędziów dolała oliwy do ognia w toczącym się sporze. Sędziów Przyłębską i Pszczółkowskiego zaczęto powoływać do składów rozpoznających sprawy od 12 stycznia 2016 roku, pozostała trójka sędziów nie jest dopuszczona do orzekania. TK w pięcioosobowym składzie, wyrokiem z dnia 3 grudnia zajął stanowisko w sprawie dotyczącej zgodności z Konstytucją ustawy z 25 czerwca (K.34/15). W wyroku tym Trybunał uznał, że dwaj sędziowie, którzy mieli rozpocząć swą kadencję w grudniu są wybrani z naruszeniem Konstytucji. Natomiast wybór trzech pierwszych, z kadencją od 6 listopada Konstytucji nie narusza, co oznacza, że zgodnie z art. 194 Konstytucji są sędziami wybranymi lege artis. Równocześnie stwierdzono, że prezydent od prawidłowo wybranych trzech sędziów winien odebrać ślubowanie bezzwłocznie. Rząd odmówił publikacji tego kluczowego wyroku Trybunału, twierdząc, że TK powinien orzekać w pełnym składzie,albowiem sprawa była szczególnej doniosłości, a w tego rodzaju sprawach Trybunał orzeka w składzie pełnym. Tymczasem Prezes, z przyczyn wyłącznie organizacyjnych zdecydował o składzie 5-osobowym, przez co wyrok został dotknięty wadą prawną. Równocześnie prezydent Duda odmówił przyjęcia ślubowania nie tylko od dwójki sędziów, których kadencja miała rozpoczynać się w grudniu, ale także od trójki sędziów uznanych przez Trybunał za wybranych prawidłowo. Odmowa przyjęcia ślubowania uniemożliwia jednak rozpoczęcie przez nich swej misji orzekania. Prezydent stoi jednak na stanowisku, że w związku z wyborem pięciu sędziów dokonanym w dniu 2 grudnia wszystkie miejsca sędziowskie są już w Trybunale obsadzone. Nie warto ciągnąć dalej tego sofistycznego dyskursu, tych mało chwalebnych wydarzeń. Ciosy zadane Trybunałowi i osobiście jego Prezesowi były i są dotkliwe. Od pierwszych dni nowego Sejmu trwa ostra walka. Cios za cios! Obóz rządzący na głównego przeciwnika swych rozwiązań w Trybunale wypromował profesora Rzeplińskiego. Toteż od dłuższego czasu dało się słyszeć westchnienia. Uff! byle do 19 grudnia – bo to ostatni dzień "destrukcji" profesora w Trybunale.
Co dalej?
Odejście Rzeplińskiego sytuacji w kraju nie uspokoi. Społeczeństwo jest podzielone. Koniec walki o Trybunał, choć obiektu strategicznie niesłychanie ważnego, nie daje powodu do zawieszenia broni. Przeciwnie, przeciwnicy PiS czują przecież, że przegrany etap wojny o Trybunał to wynik jedynie manipulacji i pogwałcenia Konstytucji. Do walki z obozem rządzącym mobilizuje dodatkowo otwarcie przez PiS mnogiej ilości pól konfrontacji. Tak duża ilość równoległych frontów walki nie świadczy o strategicznym myśleniu przy układaniu planów działania. Dodatkowo problemem partii rządzącej jest jej elementarny brak zdolności do kompromisu, który jest, jak wiadomo, solą każdej odpowiedzialnej polityki. W telegraficznym tylko skrócie warto przypomnieć kroki obozu władzy, które powodowały ostatnio ostre konfrontacje ze znaczącymi siłami przeciwników. Nie jest to więc tylko aktywność Komitetu Obrony Demokracji. KOD jest hałaśliwy, natrętny i dokuczliwy. Własnego programu dotąd w zasadzie nie przedstawił - bo go nie ma. Jego malownicze hasła to walka z PiS-em, który „kradnie nam wolność i demokrację”, a program zda się zamknąć w zdaniu jaki wypowiedziała aktywistka KOD-u pani Agnieszka Holland: ma być tak jak było! Ale społeczeństwo domagało się właśnie zmiany, by „nie było tak jak było”. PiS odpowiedział programem „dobra zmiana”. I w szeroko rozumianych kwestiach społecznych owa „dobra zmiana” zasługuje pewno na uznanie i poparcie. Program socjalny, niskie bezrobocie, rodzina 500+, podwyższenie płacy minimalnej oraz stawki za godzinę pracy, podwyższenie minimalnej kwoty emerytury i renty, program mieszkaniowy, darmowe leki dla seniorów (choćby nawet w obecnym symbolicznym zestawie), zniesienie obowiązku szkolnego dla 6-latków, podjęcie próby rozwiązania kwestii nierzetelnych spreadów dot. kredytów frankowych, wypełnienie przedwyborczej obietnicy obniżenia wieku emerytalnego (skądinąd wątpliwej od strony strategii ekonomicznej), ochrona polskiej ziemi, wcześniejsze wypłaty unijnych należności dla rolników i inne. To wszystko wydaje się być pozytywną stroną „dobrej zmiany”. Ekonomista nie zostawi jednak programu bez niepokoju o przyszłość: czy polska gospodarka wszystkim tym wyzwaniom podoła? Czas, już najbliższy czas pokaże! Pytanie natomiast o możliwość spokojnej realizacji programu jest tym bardziej zasadne, gdy weźmie się pod uwagę ilość obstrukcyjnych barier wznoszonych przez przeciwników w związku z wszczętymi polami konfrontacji. Już po czarnym proteście „parasolek” widać dobrze ile zostało z planów zaostrzenia prawa aborcyjnego. A jakie skutki przyniesie walka PiS-u z lobby prawników, z organizacjami pozarządowymi, z europejskimi zgromadzeniami politycznymi? Napięcie eskaluje ważna reforma edukacji, próby ograniczenia pełnej swobody zgromadzeń, mała ustawa medialna i ustawa dezubekizacyjna. Wiele złych emocji i zastrzeżeń budzą wiodące programy informacyjne Polskiego Radia, a zwłaszcza I programu TVP. Zdecydowana większość opinii publicznej krytycznie ocenia włączanie do wielu publicznych obchodów tzw. apelu smoleńskiego. Budzi to wręcz oburzenie albowiem świadczyć może o braku szacunku dla czczonych uroczystości, które próbuje się wykorzystać dla politycznych celów. Również krytycznie opinia publiczna odnosi się do periodycznych warszawskich „miesięcznic”. Stałe, cykliczne modły uliczne za dusze zmarłych to jednak u nas novum. Dotychczas w Polsce takie publiczne modły zanoszono dotąd w chwilach ważnych i przełomowych dla narodu. I zdrowiej, przypuszczam byłoby dla narodu gdyby tak zostało. Ostatnio zasadnie, tyle że z gracją słonia, podjęto kwestię uporządkowania pracy dziennikarzy w Sejmie. Jak wielki spowodowało to kryzys polityczny, śledzić możemy na bieżąco. A przecież na tej, mimo wszystko dość pobocznej kwestii, wylansowane hasło „wolne media” pokazuje, że w walce politycznej z rządzącą partią dobry będzie każdy, choćby najdrobniejszy pretekst. Celem bowiem przeciwników jest przejęcie władzy, choćby i dziś, i każdy sposób prowadzący do tego nawet poprzez żałosny plagiat kijowskiego Majdanu jest dla przeciwników do zaakceptowania. Na marginesie ostatnich sejmowych wydarzeń zwraca uwagę małe poczucie humoru prowadzącego obrady, a w tej gorącej i wrogiej atmosferze osoba potrafiąca śmiechem, dowcipem czy anegdotą rozładować napięcie więcej na pewno by zyskała aniżeli drogą arbitralnej decyzji, choćby nawet była ona formalnie zasadna.
Kończąc, pomimo całego wachlarza pozytywów, nie mogę zostawić sprawy o fundamentalnym znaczeniu. Zgłaszam więc krytyczną uwagę dotyczącą polityki zagranicznej PiS. Ukrywane w czasie kampanii wyborczej plany bezkrytycznego i bezwarunkowego popierania Ukrainy, wspomagania jej finansowo i militarnie – to wprowadzanie wyborców w błąd. Postępowanie zasługujące na wyjątkową dezaprobatę. Branie udziału, choćby w nieznacznym zakresie w wojnie z Rosją dla ratowania ukraińskich interesów, kraju który z dumą obnosi się ze swoją banderowską przeszłością – to w mojej ocenie działanie wbrew interesowi własnego kraju. Jestem przekonany, że taka jest opinia większości polskiego społeczeństwa. Wierzę, że rzetelne badanie opinii publicznej ten pogląd z łatwością potwierdzi. Zastrzeżenia budzi także polityka PiS, która doprowadziła do europejskiego osamotnienia Polski. Oparcie swej polityki wyłącznie na jednym filarze – na US Army, skądinąd chlubiącej się funkcją światowego policjanta to wyjątkowa krótkowzroczność. Prowadzi do uzależnienia, do utraty samodzielności, do klientelizmu. Nie wolno zapominać, że jesteśmy krajem europejskim i byłoby doprawdy przykładem paranoicznego myślenia, aby polską przyszłość budować przeciw Europie. Musimy nauczyć się żyć z Europą – bo zginiemy!
piątek, 18 listopada 2016
K Ł O P O T Y Z T R U M P E M
K Ł O P O T Y Z T R U M P E M
Sensacje nie tylko jednego roku
Co to się dziś porobiło na tym świecie! Legia zamiast z najlepszą drużyną stracić przynajmniej 6 goli (tak jak z Borussią) wygrała z Realem Madryt strzelając drużynie Ronaldo aż 3 goli, sama tracąc też tylko trzy. Ale to jeszcze mało! Pani Hilary Clinton – pełnokrwisty polityk, w polityce niemal od dziecka, była dwukrotna Pierwsza Dama Ameryki, była Sekretarz Stanu USA, matka chrzestna wszystkich ostatnich wojen „wyzwoleńczych” w Afryce i na Bliskim Wschodzie, gwarantka wzmocnienia NATO oraz twardej i nieustępliwej polityki wobec Putina, po spodziewanym zdobyciu Mosulu deklarująca przeniesienie wojny z Iraku do Syrii, liderka liberalnej demokracji i misjonarka jej zasad w świecie, zagorzała zwolenniczka późnych aborcji, obrończyni praw LGBT, jednopłciowych małżeństw, antyrasistka, wzorowa postać dla amerykańskiej wizji nowoczesności, postępu i amerykańskich swobód, promowana przez wszystkie mainstreamowe media zachodniego świata, oczywisty i niepodważalny kandydat na objęcie fotela prezydenta, prowadząca w sondażach – przegrywa wyścig z politycznym amatorem tak dotkliwie, że biedna aż zasłabła i zaniemówiła. Dopiero następnego dnia stwierdziła z goryczą, iż „zobaczyliśmy, że nasz naród jest głębiej podzielony, niż myśleliśmy”. A zwycięzcą los wyznacza nie polityka lecz milionera z New Yorku, niejakiego Donalda Trumpa, znanego z brutalnych metod prowadzenia swego deweloperskiego biznesu, wypowiedzi rasistowskich, seksistowskich i wulgarnych, ale przede wszystkim nie biorącego sobie do serca zbyt serio obyczajowych reguł, ot tak, jak przystało na wyluzowanego amerykańskiego showmana.
Gorączka mediów
„Ameryka odleciała!” – woła z okładki ozdobionej wykrzywioną twarzą zwycięzcy tytuł tygodnika ‘Przegląd’. Wprawdzie „Na Trumpa zostanie nałożony gorset”, zakłada ze znawstwem i nadzieją tygodnik, ale aktualnie jest to prawdziwy „Krajobraz po kacu”. W ‘Polityce’ już dziś niepokój budzi niewiadoma: „Kim będzie Donald Trump. Co zrobi Ameryce, światu, Polsce?” Rozważa się „Co się stało?, i Co się stanie?”. Tak, zdaniem ‘Polityki’ to już widać „Ameryka chora na Trumpa”!. ‘Newsweek’ tymczasem diagnozuje: to była „Terapia zbiorowa” i wymienia dwa najważniejsze motywy głosowania przeciw Clinton: „pokazać środkowy palec elitom, a także wykrzyczeć niechęć do imigrantów, muzułmanów, Afroamerykanów, gejów i kobiet”. Z należytą zaś godnością ‘Tygodnik Powszechny’ po prostu obiektywnie stwierdza: „Nasze niepokoje” bowiem „prawdopodobnie ambicja skieruje Trumpa i Putina ku sobie. A dla Polski i całej Europy…nie ma dzisiaj gorszego scenariusza”. Moralnemu wzburzeniu przewodzi poniekąd ‘Gazeta Wyborcza’ ale to dziennik, zatem w tym opisie wiadomość niejako ponadnormatywna. Tak czy inaczej przerażenie wiodących polskich mediów widać wyraźnie: świat oszalał! – to irytacja powtarzana najczęściej.
Nie wszystkie jednak media w Polsce przeżyły tę sensację tak boleśnie i dramatycznie. Na przykład tygodnik ‘Do Rzeczy’ pyta po prostu „Dlaczego się go boją” i twierdzi, iż zwycięstwo Trumpa to „Koniec wszechwładzy pokolenia 1968”. Jeszcze barwniej wyraża to tytuł: „Gdy elitom niebo spada na głowy”. Natomiast tygodnik ‘wSieci’ dumnie ogłasza, iż nastąpiła „Wielka zmiana. Najpierw Polska, teraz Ameryka”. I przestrzega: „Uwierz w swój naród”, nastąpił bowiem „..Koniec ich ery”. Zrozumiała staje się więc „Wściekłość milczącej większości”. I tylko jeden znany ekspert przestrzega Polskę i świat, że „Nie ma już wuja Sama”! Z kolei ukazujący się od 1941 roku tygodnik poświęcony życiu i kulturze narodu ‘Myśl Polska’ po angielsku wita zwycięzcę: „Welcome Donald Trump”, bowiem „Trump to nadzieja”, „Trump a niepodległość Polski”. Liczymy, zdaniem tygodnika, że zbliża się „Koniec epoki neokonów”. A w zasadniczym rozważaniu dotyczącym geopolityki tygodnik stawia tezę, iż „Trump, (to) ból głowy rusofobów”. W ‘Najwyższym Czasie’ przypomniano, iż „Najpierw Brexit teraz Trump. Establishment chwieje się w posadach.. I z nadzieją: Ta zmiana dotrze do Polski. Zróbmy znowu Polskę wielką!”. Ciekawe dywagacje zamieszcza ‘Independent Trader’ pisząc najpierw o „Geopolitycznych i finansowych skutkach wyboru Amerykanów”, a następnie: „Co oznacza wygrana Trumpa? Do wyników głosowania należy podejść z dystansem”. Z dystansem do tematu nie podchodzi ‘Gazeta Warszawska’, znana ze swego ciętego stylu, pisząc: „Trump triumfuje, lewactwo wyje!”. Na koniec przypomnieć wypada Michnikowe niespełnione wizje, które ‘Wprost’ wykorzystał w tytule: „Strach łowców ciężarnych zakonnic”, zaznaczając, że to „Wielka wygrana demokracji”, a z tym akurat polemizuje korespondentka Tok.fm pisząc, iż będzie to „Prezydentura (oparta) na frustracji”.
Tabula rasa
Rozrzut opinii jest, jak widać, wyraźny. W środowiskach liberalnych i globalistycznych przerażenie ale i nadzieja na okiełzanie kpiącego z demokracji showmana. Reszta wydaje się być zadowolona. W trudnej sytuacji znalazło się Prawo i Sprawiedliwość. Będąc partią rządzącą – na niej spoczywa budowanie relacji z prezydentem Stanów Zjednoczonych! Tymczasem Trump to dla PiS wyzwanie. Z jednej strony PiS odetchnął z ulgą, mając prawie pewność, że nie spotka go już krytyka i połajanki w kwestii demokracji i „gwałcenia” konstytucji w Polsce (co w przypadku zwycięstwa Clinton deklarującej kontynuację linii politycznej Obamy nastąpiłoby szybko). Z drugiej strony PiS słyszy zapowiedź resetu i poprawy stosunków z Moskwą, deklarację o gotowości porozumienia się z Putinem ponad głowami pozostałych graczy grożące opuszczeniem wschodniej flanki NATO, a zwłaszcza opuszczeniem Ukrainy – i te zapowiedzi są dla PiS nie tylko groźne, są wręcz przerażające, prowadzić mogą do podważenia całej polityki zagranicznej wypracowanej jeszcze przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a w ślad za tym do anihilacji samej partii. Toteż nie może dziwić fakt, że PiS do końca obstawiał panią Clinton jako „mniejsze zło”. Dziś publicznie deklarowana radość ze zwycięstwa Trumpa – to tylko robienie dobrej miny do złej gry.
Ale nawet środowiska ukontentowane porażką Hilary Clinton, z którą wizja rychłej dużej wojny wcale nie musiała być nierealna, w osobie zwycięzcy bez trudu dostrzegały liczne problemy i niedostatki. Uważano, że Trump to człowiek nie szanujący kobiet, nieszczególnie zważający na obowiązujące normy moralne i obyczajowe, człowiek o mentalności playboya. Odpowiadano wówczas, że to przeszłość. Dziś to mężczyzna już w wieku 70 lat, chlubiący się długoletnim małżeństwem (trzecim), szanujący rodzinę, odpowiedzialny mąż i ojciec. Pytano jednak czym motywowany był start Trumpa w wyborach prezydenckich? Czy to wynik postępującej dojrzałości obywatelskiej, czy efekt zaspakajania potrzeby posiadania następnej błyskotki na drabinie kolejnych sukcesów? Podnoszono znowu, że Trump parokrotnie zmieniał przynależność partyjną, co zaufaniu do niego nie sprzyja. Można jednak bronić tych decyzji twierdząc, że człowiek nie jest istotą skazaną przez naturę na pogląd jeden-niezmienny, aż do swego rodzaju skostnienia. Wydaje się, że człowiek dopóki jest zdolny myśleć ma prawo do zmian. Tyle tylko, że w przypadku Trumpa zdaje się, iż nie widać głębszych motywów zmian, nie widać tych myśli, które uzasadniły zmianę.
Jest natomiast jedna kwestia, która bez względu na jej rodowód i pochodzenie zasługuje u Trumpa na uznanie. Jest nią deklarowana w toku kampanii wyborczej zapowiedź dążenia do osłabienia napięcia międzynarodowego w Syrii, na Bliskim Wschodzie, w Europie. Zapowiedź spotkania z prezydentem Putinem i możliwość resetu z Rosją w celu zachowania pokoju w świecie. I ta możliwość "dogadania się" o której mówił Trump w kampanii, motywowana dążeniem do pokoju - to jedno zasługuje na uznanie, na szacunek i na poparcie. To, czy było to zapowiedzią męża stanu supermocarstwa, czy gracza, którego fascynują doraźne błyskotki, dla którego liczy się tylko sukces czas pokaże. Dla świata Donald Trump to tymczasem polityczna tabula rasa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Biden rezygnuje
Prezydent Biden został zmuszony do rezygnacji w obliczu klęski jaką Partia Demokratyczna mogłaby ponieść gdyby niesprawny mentalnie Biden na...
-
Jeżeli US Army „z nami, któż przeciw nam”?! (Rz. 8,31). Ukraina antyrosyjską tarczą Trudno odmówić historycznych szczególnych związkó...
-
Witaj na swoim nowym blogu! Bardzo się cieszymy, że jesteś z nami! To jest pierwszy, przykładowy wpis. Możesz go usunąć logując się do Kok...
-
W dniu wczorajszym zmarł Jozef Ratzinger (16.04.1927--31.12.2022). - papież Benedykt XVI. Urząd następcy św. Piotra pełnił w latach 2005-201...