Etykiety

sobota, 25 marca 2017

Święto UE - naszym świętem

Oto niektórzy mężowie stanu, „ojcowie”, którym zawdzięczamy powstanie Unii Europejskiej:
Konrad Adenauer (1876-1967) kanclerz RFN w latach 1949-1963. Wytrwały rzecznik i współtwórca pojednania francusko-niemieckiego. W okresie szalejącej zimnej wojny, przez komunistyczną propagandę zwalczanych ze szczególną zaciekłością.
Alcide de Gasperi (1881-1954) wybitny włoski polityk, premier w latach 1945-1953, zwolennik porozumienia i współpracy między zwaśnionymi narodami.
Jean Monnet (1888-1979) ekonomista i polityk francuski. Działacz społeczno-gospodarczy. Bliski współpracownik Roberta Schumana.
Alexandre Kojeve (1902-1968) rosyjski arystokrata,  prawdziwe nazwisko Kożewnikow, czołowy filozof europejski, wykładowca prestiżowych uczelni paryskich, znawca Hegla, znakomity i doceniany polityk francuski, rzecznik europejskiego pojednania, dziś kompletnie zapomniany.
I pierwszy spośród równych: Robert Schuman (1886-1963) katolik, polityk francuski w czasach po II wojnie światowej. Od 1947 pełnił czołowe funkcje w państwie. Dwukrotny premier,  minister finansów i spraw zagranicznych do 1952 roku . Twórca (wraz z Monnet’em) „planu Schumana”. 5 maja 1950 roku wezwał do utworzenia francusko-niemieckiej komisji i oddania jej pełnej kontroli nad produkcją węgla i stali. Dało to początek utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali – pierwszą ponadnarodową instytucją w Europie będącą zalążkiem Unii Europejskiej. Całą linią swego życia oddanego społeczeństwu i Kościołowi - Robert Schuman w pełni zasłużył na uznanie przez Kościół za Sługę Bożego. Proces jego beatyfikacji znajduje się w zaawansowanym stadium.
Obchodzona 60. rocznica Unii Europejskiej to 60 lat europejskiego pokoju, stabilizacji i rozwoju.  A ostatnie trzynaście lat to już polska obecność w Unii. To też powód do niepodważalnej satysfakcji. Powód do gromkiego śpiewu „Ody do radości”, którą „dla Unii Europejskiej już w 1824 roku skomponował Ludwik van Beethoven”.
Wiadomo jednak, że nawet najwspanialsze ludzkie dzieła mają nierzadko ułomności i rysy. Bilans zysków i strat jest dla Polski w moim rozumieniu jednak korzystny. Wprawdzie wskutek integracji Polskę w poszukiwaniu lepszego życia opuściło milion młodych, często wykształconych ludzi – a to w życiu narodu jest ubytkiem ogromnym.  Z drugiej strony obecność w Unii to całkowicie nowy rozdział w życiu politycznym i społeczno-gospodarczym narodu. Koniec z osamotnieniem, koniec z izolacją. Polska znalazła się w europejskiej rodzinie jako jej pełnoprawny członek. Zdarzające się więc w naszym polskim postępowaniu wobec struktur UE erupcje złych humorów, banalnych utarczek, a nawet gróźb nie służą ani umacnianiu jedności europejskiej, na której Polsce powinno zależeć, ani rozumianym w szerszym kontekście interesom kraju. Będąc cząstką Unii wszystkie kłopoty i problemy Unii stały się po części także naszymi polskimi sprawami.

piątek, 24 marca 2017

Zbezczeszczenie radzieckiego cmentarza

W dniu wczorajszym na portalu Onet.pl ukazała się poruszająca, a paskudnie świadcząca o polskim państwie informacja, iż „nieznani sprawcy” dokonali zbezczeszczenia Centralnego Mauzoleum Żołnierzy Radzieckich przy ul. Żwirki i Wigury w Warszawie. Wokół głównego pomnika poświęconego poległym wymalowano m.in. „15 swastyk i innych nazistowskich symboli”. To wyjątkowo okrutne szyderstwo z krwi przelanej na polskiej ziemi przez żołnierzy radzieckich walczących z wrogiem spod znaku swastyki, wyzwalających nas z nocy faszyzmu i unicestwienia polskiego narodu. Tylko dzięki ich bohaterstwu i wysiłkowi państwa radzieckiego żyjemy we własnym państwie w wolnej Warszawie, Szczecinie i Wrocławiu. Ten haniebny czyn przywołuje jakże świeżą pamięć o podobnych złowrogich czynach dokonanych w bieżącym roku na polskich cmentarzach w styczniu i marcu na Ukrainie w Hucie Pieniackiej i Podkamieniu pod Lwowem. Nasze oburzenie jest i było wówczas potężne i powszechne. Te haniebne antypolskie wybryki na Ukrainie źle świadczą o tym państwie. Zaistniały bowiem tylko dzięki milczącej zgodzie tego państwa na odradzanie się skrajnego antypolskiego i antyrosyjskiego nacjonalizmu. Dewastacja pomników to efekt wznoszącej się fali banderyzmu zalewającej dziś Ukrainę. A tymczasem od dłuższego czasu, choć w Rosji o komunizmie słychać już tylko na lekcji historii, pod obłudnym pozorem rozliczania z komunizmem, Polskę zalewa fala antyrosyjskich fobii. W kontekście tego zawstydzającego dla nas wydarzenia nie możemy jednak zapominać, że aktualnie w Polsce przebywa ponad milion Ukraińców. Chcemy być dla nich otwarci i przyjaźni. Czy wszyscy oni pozostają wobec polskiego państwa lojalnymi mieszkańcami naszego kraju? Jeśli warszawskiego cmentarza radzieckiego nie pohańbili ci sami ideologiczni bojowcy spod znaku Bandery, aktywiści spod Lwowa i Pieniackiej Huty (a wymalowane symbole są w treści podobne i tu i na Ukrainie), to  musi to oznaczać, że profanacji radzieckiego cmentarza dokonali polscy idioci dla których antyrosyjskie hasła polskiej propagandy są wyjątkowo atrakcyjne. Tak czy inaczej odpowiedzialność moralna (i nie tylko) za takie popisywanie się przez sprawców politycznym kabotyństwem spoczywa na naszym państwie. Czas by falę antyrosyjskiej fobii pokryć wreszcie prawdą historyczną, politycznym rozsądkiem i po europejsku oraz słowiańsku rozumianym dobrem Polski. Wszak, mimo naszej wyjątkowej atlantyckiej przyjaźni 51 Stanem naszego wielkiego sojusznika jeszcze póki co nie jesteśmy.

niedziela, 12 marca 2017

Bierut żyje

Poniższy tekst wystąpienia, pisany we własnym imieniu przez moją małżonkę został przesłany do wielu najważniejszych polityków władzy ustawodawczej w tym do posłanki – Pani Premier, do Marszałków Sejmu i Senatu, do wszystkich przewodniczących partii i kół poselskich, do wielu posłów. Dla zachowania rygorów formalnych, by moje „freski” nie znalazły się w niezręcznej sytuacji, tekst ten zmodyfikowałem tak jakbym to ja pisał do Sejmu we własnym imieniu. Tekst wystąpienia zamieszczam we „freskach” wyłącznie na prośbę mojej małżonki.

Wielce Szanowni Wybrańcy Narodu
1. Minęło ponad ćwierć wieku, gdy w wyniku transformacji ustrojowej Polska odzyskała suwerenność. Wydawało się, że wraz z nią wszelkie krzywdy i nieprawości  władzy komunistycznej Niepodległa Rzeczypospolita rychło naprawi. Jak dotychczas było to przekonanie naiwne. Myślę, że chyba nadeszła w końcu pora na gruntowne rozliczenie wszelkich strukturalnych niesprawiedliwości i upokorzeń minionego okresu. W wybranych przecież obszarach życia społecznego dzisiejsza Polska Niepodległa, przez swe świadome zaniechania zdaje się komunistyczną samowolę utrwalać. Przykładem takim było przymykanie dotąd oczu na wyjątkowo nikczemną warszawską dziką  reprywatyzację, przy równoczesnej wyraźnej niechęci do  generalnego, uczciwego rozliczenia krzywd wynikających z dekretu Bieruta (Dz.U. z 1945 r. Nr 50, poz.279).
2. W wyniku okupacji hitlerowskiej i zagłady miasta w roku 1944 – ci nieliczni, którym mimo pacyfikacji Starego Miasta, „rozstrzelania” Mokotowa i rzezi Woli udało się przeżyć – stracili cały swój dobytek, stracili dach nad głową. Warszawa przypominała dzisiejsze najtragiczniejsze fragmenty kompletnie zniszczonego Aleppo. A jednak koniec wojny nie był końcem dramatu mieszkańców Warszawy. Władze komunistyczne powołując się na szczytne cele odbudowy stolicy pozbawiły warszawiaków in gremio własności ich działek, placów, ich ziemi, a innym aktem nawet resztek zachowanych kamienic („wszelkie grunty na obszarze m. st. Warszawy przechodzą z dniem wejścia w życie niniejszego dekretu na własność gminy..” art. 1 dekretu). W takiej sytuacji znalazło się tysiące warszawiaków, a wśród nich moja szanowna, dzielna teściowa Helena G.. Po powrocie do Warszawy z exodusu ocalałych mieszkańców – tj. z obozu przejściowego w Pruszkowie, odnalazła ruiny domu rodzinnego położonego przy ul. Młynarskiej. Była to nieruchomość zabudowana paropiętrową kamienicą obejmującą kilkanaście mieszkań. Dom na samym początku XX wieku wybudował jej ojciec Józef G. – osobiście, fizycznie uczestnicząc w budowie domu. Dziadek mojej żony był majstrem ciesielskim i do własności tego domu doszedł jedynie pracą własnych rąk. W latach 30-tych (a więc w czasach Wielkiego Kryzysu) na skutek problemów finansowych znaczną część udziałów we własności domu dziadek odsprzedał, część jednak pozostawił swojej rodzinie. Dzisiaj moja małżonka dziedziczy po nim w 3/12 całej powierzchni wynoszącej 1060 m2. Gdyby mogło dojść do podziału ad rem (art.211 k.c.) jej część ograniczałaby się więc do pow. 265 m2, czyli tyle ile wynosi zwykle norma pod segment 1-rodzinny.  Kończąc rodzinne uwagi dodam, że dziadek mojej żony – żołnierz AK, zginął w czasie Powstania w ludobójczej rzezi Woli.
3. Powojenne warunki życia w całej Polsce były nadzwyczaj trudne, ale nie ma chyba wątpliwości, że te warunki były szczególnie ciężkie w stolicy naszego kraju. Życie w zburzonej Warszawie zmuszało warszawiaków do wyjątkowej zapobiegliwości i poszukiwań  zabezpieczającego  egzystencję jakiegoś dachu nad głową, troski o zdrowie własne i swoich dzieci, o zapewnienie pozwalającego przeżyć minimum socjalnego, zmuszało do poszukiwań wśród listy osób ocalałych i zaginionych swoich najbliższych, w końcu do ukrywania przed komunistami swych rodzinnych związków z Powstaniem 44 roku, z AK. Na szczycie więc tych powojennych polskich nieszczęść i egzystencjalnych problemów mieszkańców miast była wówczas Warszawa i jej mieszkańcy.  W tej sytuacji nie może dziwić fakt, że znaczna część warszawiaków nie zdążyła przed nową władzą osobiście dopełnić formalności przewidzianych dekretem Bieruta, sprowadzających się do potwierdzenia swej własności. Dekret komunistyczny w art. 7 ust.1 celowo wyznaczał w tamtych warunkach wyjątkowo krótki 6-miesięczny termin do złożenia wniosku… o przyznanie prawa do wieczystej dzierżawy własnego gruntu, licząc na to, że zdruzgotani wojną warszawiacy w tak krótkim czasie wyznaczonego terminu nie będą w stanie zachować, przez co będzie można warszawiaków „zgodnie z prawem” pozbawić własności. Dziś wywłaszczenia uregulowane są ustawą z 21.08.1997r o gospodarce nieruchomościami w trzech rozdziałach (art.112-142). Poprzedza je obligatoryjne rokowanie i odszkodowanie. Dlaczego wywłaszczeni dekretem Bieruta mają być pozbawieni prawa powszechnie obowiązującego w Polsce i w Unii Europejskiej, której wszak jesteśmy członkiem? Utrzymywanie w obiegu prawnym skutków niegodziwych arbitralnych rozstrzygnięć dekretu Bieruta narusza zasady na których ufundowana jest i działa Unia Europejska i może doprowadzić do pełnych konsekwencji prawnych obowiązujących w Unii.
4. Czy naprawdę Niepodległa Rzeczpospolita nie ma obowiązku tych krzywd naprawić? Polska jako jedyny kraj po upadku komunizmu w Europie z tego komunistycznego zaboru się nie rozliczyła. Choć od dekretu Bieruta minęło ponad 70 lat warszawskiej reprywatyzacji nie przeprowadzono. Mało tego, w istocie zezwolono na tzw. dziką reprywatyzację, której cząstkowym przykładem, takim być może wierzchołkiem góry lodowej  jest ujawniona afera w warszawskim Ratuszu. A za patologiczną dziką reprywatyzację płacili swym poniżeniem, swą utratą zdrowia, nerwami, swym beznadziejnym czekaniem nie tylko prawowici właściciele gruntów warszawskich, ale nie rzadko jeszcze większą cenę płacili także nowi mieszkańcy przedwojennych kamienic często pozbawiani dachu nad głową przez ustosunkowanych beneficjentów dzikiej reprywatyzacji. A najodważniejsi, ci walczący o prawa lokatorów, jak Jolanta Brzeska – zapłacili życiem. Idea uczciwej reprywatyzacji nie pozostaje w konflikcie z prawami nowych lokatorów. Przeciwnie, jesteśmy gorącymi zwolennikami pełnej ochrony ich praw wcześniej nabytych. Historii cofnąć się nie da. Niewinni ludzie, od lat uprawnieni do zamieszkiwania jako lokatorzy odremontowanych przedwojennych domów lub nowych domów pobudowanych na placach dawnych właścicieli nie mogą płacić za wyrównywanie krzywd przedwojennym właścicielom. Często jednak decyzją nowych władz, poprzez sprzedaż mieszkań przez państwo, stawali się oni nowymi właścicielami tych mieszkań pobudowanych przecież na gruntach przedwojennych właścicieli. W tym wypadku krzywda pierwotnych właścicieli staje się materialną podstawą dla uprawnień nowych właścicieli. Nienaprawione zło zawsze staje się zaczynem nowego zła. Nie chcemy by krzywdą jednych płacono krzywdę drugich. Dzisiaj uczciwą reprywatyzację w stosunku do wszystkim wywłaszczonym dekretem Bieruta i nienaprawionych dotychczas można  przeprowadzić tylko poprzez przyznanie rzetelnego odszkodowania. Pozostawienie obecnie sprawy bez przyzwoitych rozstrzygnięć prawnych może być traktowane jako niesolidność i cynizm ustawodawcy. Zaistniałaby bowiem sytuacja wyjątkowo dwuznaczna. Pewna część warszawiaków swoją własność przecież w jakiś sposób odzyskała. Powstaje zatem pytanie: czy w ramach konstytucyjnej zasady równości wobec prawa akceptujemy nadal ich odzyskaną własność, czy decyzje te cofamy, zrównując ich sytuację prawną z sytuacją większości oczekującej? Zamknięcie sprawy na tym etapie jest m.zd. prawnie niedopuszczalne. Byłaby nie tylko jawnym pogwałceniem zasady konstytucyjnej ochrony praw do dziedziczenia, ale też antykonstytucyjną próbą podziału mieszkańców stolicy na lepszych i gorszych. I nie sposób wówczas nie zapytać w oparciu o jakie to kryteria mamy godzić się na ów podział?
5. Z bólem zauważyć wypada, że wśród politycznych elit rządzących po 89 roku Polską widać niestety zmowę milczenia wokół reprywatyzacji. Zmowę, by naprawę krzywd wyrządzonych dekretem Bieruta zepchnąć z agendy publiczno-prawnej do sfery prywatno-sądowej. Słowem, mamy się zgodzić na to aby ci którzy są silniejsi, bogatsi, sprytniejsi, którzy mają większe „przebicie” mogli nawet w sposób nie do końca legalny odzyskiwać nieruchomości, byle tylko nie angażować struktur państwa, czy samorządu. Nie chcecie Szanowni Wybrańcy widzieć problemu nabrzmiałego od dawna. Za przykładem Piłata starannie umywacie ręce. Idąc tropem prezydenta Kwaśniewskiego nierzadko powtarzacie, że Polski nie stać na wyrównywanie krzywd, że dziś Polacy, którzy mieliby te stare komunistyczne krzywdy naprawiać są  ludźmi zbyt ubogimi, by płacić… bogatym lub potomkom tych bogaczy. Ale w domyśle dodajecie: ci co mieli dostać – dostali! I to wydaje się być clou całej sprawy! Żonie z kolei choć ma niecałe tysiąc złotych emerytury na pociechę pozostaje perspektywa awansu do grona bogaczy. Żarty na bok! Awans ma swoją cenę. Jest nią wg Kwaśniewskiego zamknięcie sprawy na tym etapie (kto miał dostać – dostał!). Koniec z dalszym wyrównywaniem krzywd za wywłaszczenia 45 roku! Osobiście uważam jednak, że przytoczony pogląd obłudnie odwołujący się do troski o państwo i o biednych jest tak demagogiczny i nierzetelny, że nie wart jest nawet bardziej szczegółowej polemiki. Wzywam Was Drodzy Parlamentarzyści i Samorządowcy do odwagi w przezwyciężeniu zmowy niedostrzegania problemu wynikającego z komunistycznego dekretu Bieruta. Prawnokarne rozliczanie urzędników, sędziów i adwokatów za dotychczasowe haniebne praktyki nie rozwiązuje problemu. Jako Wasi elektorzy (od początku zaangażowani we wszystkich akcjach wyborczych Nowej Polski) wzywamy Was Drodzy Deputowani do uczciwego  rozwiązania zabagnionego przez 70 lat problemu warszawskiej reprywatyzacji.  Sądzę, że wyjątkowo dramatyczna sytuacja powojennej Warszawy i odrębny, dla niej tylko przewidziany dekret z 45 roku, dziś w Niepodległej Polsce zasługuje na  samodzielne, odrębne uregulowanie.
21 lutego 2017 roku

poniedziałek, 20 lutego 2017

Helenka Kmieć nie żyje

W sobotę 18 lutego pożegnaliśmy doczesne szczątki 25-letniej Helenki Kmieć. To postać absolutnie nadzwyczajna. Studiowała w języku angielskim. Była od 2014 roku magistrem inżynierem technologii i inżynierii chemicznej.  Pracowała też jako stewardessa w liniach lotniczych. Od pięciu lat związana z Wolontariatem Misyjnym "Salvator".  Parę lat temu pojechała na misję do Afryki, gdzie przez parę miesięcy pracowała z dziećmi ulicy, opiekując się najsłabszymi, ucząc ich czytania i pisania a równocześnie  towarzysząc im w ośrodku Salvation Home w Lusace i w centrum młodzieżowym w Chamulimbie. W ubiegłym roku była koordynatorką podczas Światowych Dni Młodzieży z Lubiąża. Od wczesnej młodości cechowała ją głęboka wiara. Misje to jej sposób wielbienia Boga. W pierwszych dniach stycznia bieżącego roku wyjechała jako wolontariuszka do Boliwii nieść pomoc dzieciom w "ochronce" prowadzonej przez zakonnice ze zgromadzenia Sióstr Służebniczek Domu w Dębicy. W nocy 25 stycznia poniosła śmierć podczas bandyckiego napadu rabunkowego. Niech Pan przyjmie Ją do Swego Królestwa. Cześć Jej pamięci!


poniedziałek, 13 lutego 2017

Romeo i Julia

W ostatnim programie redaktora Jarosława Gugały ‘Prezydenci i premierzy’ nie mogło zabraknąć dyskusji o kondycji  polskiej armii, a na tym tle o nadzwyczajnej pozycji rzecznika MON pana Bartłomieja Misiewicza. Przed p. Bartłomiejem salutować mają oficerowie, a specjalnie dobrany kapitan sprawdza się najlepiej, gdy regulaminowo trzyma parasol nad sympatyczną postacią pana Rzecznika, popularnie zwanego Misiem. A Misio mimo młodego wieku odbiera honory i trzyma fason prawie jak Wice Marszałek Nadworny rodzimej armii, nie zapominając w  wolnych chwilach o licznych uciechach jakie niesie nasza kolorowa cywilizacja.
Nic więc dziwnego, że zazdrośnicy podnieśli larum. Bezduszne media rzuciły się na Misia, a za nimi oczywiście politycy.  Pani Premier oświadczyła, że o Misiewiczu rozmawiała z samym Macierewiczem i dodała, że Jej zdaniem szef MON podjął już w jego sprawie właściwą decyzję! Tak, tak Panie Dziejku  naprawdę tak Pani Premier powiedziała!  Nie koniec na tym. Pan Jarosław Kaczyński, jak przystało na szefa partii z bólem podzielił się informacją, że Misiewicz to wizerunkowy problem PiS-u! Jednak wszystkich w negatywnej ocenie pana Rzecznika pokonał Marszałek Senatu pan Stanisław Karczewski, który odważnie oświadczył, że limit przypadków pana Misiewicza został wyczerpany, koniec, kropka. Czyż można bardziej bezpardonowo, a nawet okrutnie potraktować słodkiego Misia, którego jedyną winą jest to, że wszystkich przecież zadowolić nie może?
Na szczęście wyposażonego w reprezentacyjne, akademickie wręcz walory Misia skrzywdzić nie pozwoli nasz minister Antoni Macierewicz, który, jak dotąd skutecznie walczy o dobre, cnotliwe imię bohatera. Złośliwcy w związku z tym przebąkują nawet o rychłym generalnym triumfie Antoniego Macierewicza, który sobie lekceważy słowa Jarosława, a w konsekwencji o upadku szefa PiS. Ale to bzdura! Wiemy dobrze, że walka byłaby krwawa, ‘po trupach’, a i tak Kaczyński musiałby Antoniego pokonać. Tym nie mniej, w kontekście omawianej sprawy, w epoce triumfu naszej zwycięskiej demokracji, naturalne zdają się pytania, kimże jest ten młodzieńczy, z wyrzeźbionym ciałem, jakże świeży i słodki Misio? I tu godzi się wrócić do programu redaktora Gugały. Występujący w nim, w charakterze premiera, pan Leszek Miller, z wrodzoną sobie przenikliwością podzielił się swoim głosem wewnętrznym, choć jako były marksista woli pewno używać terminu: swoją hipotezą – zgodnie z którą związek Misia z Antonim można śmiało przyrównać do związku Romea i Julii. I tylko problem kto jest Julią? Ale tym wkrótce  zajmie się już zgraja bezlitosnych paparazzich.

wtorek, 27 grudnia 2016

Chwała zwycięskiemu Powstaniu

Chwała zwycięskiemu Powstaniu

Nasz wielki kompozytor i polityk Ignacy Paderewski, gdy 26 stycznia 1918 roku przyjechał do Poznania, już na dworcu witał go wielki tłum rodaków. Patriotyczna owacja  zdała się trwać nieprzerwanie. Flagi biało-czerwone łopotały na wietrze. Śpiewano Jeszcze Polska…Okrzykom „Niech żyje Ignacy Paderewski!, Niech żyje wolny Poznań!..” nie było końca. Z okna zasłużonego dla polskości hotelu Bazar,  Paderewski do zgromadzonych poznaniaków wołał: „Pozdrawiam was serdecznie w imieniu Polaków z całego świata, w imieniu Polaków z Ameryki i Europy. W imieniu wszystkich Polaków, którzy walczą o nową Polskę. Pozdrawiam was gorąco i serdecznie, Wielkopolan, coście w pracy organicznej i gospodarczej byli nieporównani. Po wielu latach niewoli, powstaje wreszcie Polska; W Warszawie jest już nowy rząd, działa Piłsudski, tworzą się nowe zręby ojczyzny. Niech żyje nowa, wolna Rzeczpospolita Polska!”. Poznaniacy przywykli w codziennych zmaganiach z pruską bezwzględną eksterminacją wszystkiego co polskie, znani ze swego, jak określił Dmowski „suchego realizmu i ze swej twardości” wreszcie mogli pozwolić sobie na godziny patriotycznego uniesienia.
Następnego dnia wybuchło powstanie przeciwko Prusakom. Wojskowym przywódcą powstania był, przybyły z Warszawy gen. Józef Dowbor-Muśnicki. Kadrę wojska stanowili podoficerowie-dezerterzy armii nieprzyjaciela. Ale z każdego niemal wielkopolskiego domu walczył mąż, syn czy wnuk  czujący się Polakiem. Udział w powstaniu szerokich warstw społeczeństwa zdecydował o jego sukcesie. W przeciwieństwie bowiem do przegranych, tragicznych XIX wiecznych powstań polskich opierających swą siłę i swą ideologię na wyidealizowanej misji samotnego szlacheckiego polskiego inteligenta – zwycięskie Powstanie Poznańskie miało charakter ogólnospołeczny. Właśnie dzięki temu, dzięki m.in. udziałowi mas chłopskich w powstaniu Polacy odnieśli zwycięstwo.
Chociaż dzisiaj Powstanie Wielkopolskie nie jest przez polskie elity doceniane należycie – to właśnie ono, jak żadne inne winno stanowić powód do chwały. Niestety,  polskie elity, w swej przeważającej masie, korzenie swe nadal przechowują w mesjańsko-romantycznych ideach pokoleń walczących z carskim samodzierżawiem. Ile z tego politycznego kociokwiku, ile woluntarystycznych strategii – szkoda słów! Czasy się zmieniły, świat odpłynął. Nie znaczy to przecież, że przestał korzystać z naiwnych czy szalonych strzelistych, romantycznych, polskich patriotów. Przechowują oni, jak relikwie, swe fobie i prometejskie złudy. Dla ich spełnienia gotowi złożyć w ofierze nowe pokolenia Polaków i zgodzić się znów na zagładę wielkich miast.
Zwycięskie Powstanie Wielkopolskie zaświadcza nie tylko o męstwie i patriotyzmie Polaków, ale i o ich dojrzałości, zdecydowaniu, wytrwałości  i dobrej organizacji. To zwycięstwo nie tylko w skali działań ściśle militarnych, to zwycięstwo przede wszystkim w perspektywie geopolitycznej. Dzięki temu zwycięstwu Polska wróciła na ziemie będące historycznym  matecznikiem naszej państwowości. W najnowszej historii Polski, Powstanie Wielkopolskie ma wartość najwyższą. Czcijmy więc należycie wielkość odniesionego zwycięstwa.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Tragedia nad Morzem Czarnym

Wczoraj rano nad Morzem Czarnym w katastrofie lotniczej samolotu TU-154 rosyjskiego Ministerstwa Obrony śmierć poniosły wszystkie znajdujące się na pokładzie maszyny osoby (92 osób).
Zginęła chluba rosyjskiej kultury muzycznej, cały znany w świecie wspaniały zespół - Chór Aleksandrowa. Kultura nie tylko rosyjska poniosła olbrzymią, wielką stratę.
Los nie oszczędził też najsłabszych, oczekujących pomocy ofiar wojny, okaleczonych i skrzywdzonych dzieci, sierot i bezdomnych. Katastrofa zabrała im rosyjskiego Anioła Stróża - doktór Lizę, zmierzającą do Syrii nieść pomoc wszystkim potrzebującym.
Cześć ich pamięci!

Biden rezygnuje

Prezydent Biden został zmuszony do rezygnacji w obliczu klęski jaką Partia Demokratyczna mogłaby ponieść gdyby niesprawny mentalnie Biden na...